Wstałam obudzona przez Lou.
-Wstawaj kochanie za godzinę jedziemy w jedno miejsce muszę ci coś powiedzieć.
-Ale co takiego?
-A to się dowiesz na miejscu. A teraz wstawaj na dole czeka śniadanie.
-No dobrze.-zamierzałam iść do łazienki ale Lou przyciągnął mnie do siebie i pocałował mnie bardzo czule.
-Kocham Cię.-powiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
-Ja też cię kocham.-cmoknęłam go i poszłam do łazienki zrobiłam podstawowe czynności i zeszłam na dół na śniadanie. Po śniadaniu poszłam pooglądać Toy Story z Daisy Phoebe i Lou.
-OO Liaś by się ucieszył jak by się tu znalazł.- Lou powiedział i mnie przytulił.
-Noo.
Nie obejrzeliśmy całego bo Lou powiedział, że musimy już jechać. Pojechaliśmy. Siedzieliśmy cały czas w ciszy. Po 40 minutach byliśmy na miejscu. Było to niewielkie jezioro koło niego było duże drzewo. Na nim była huśtawka. Obok drzewa był koc i koszyk.Położyliśmy się na kocyku. Nie spytam się Lou co chce mi powiedzieć bo wiem że pewnie chce wybrać odpowiednią chwilę.
-Zjemy coś?
Z koszyka Lou wyciągnął dwie marchewki co wywołało u mnie uśmiech. Zjedliśmy marchewki i wtedy usiadłam się na huśtawce.
-Pobujam cię.-Lou zaczął mnie bujać powoli ale potem coraz mocniej i mocniej.
-LOUIS!!! MOCNO BOJE SIĘ!!!-po tych słowach Lou zatrzymał huśtawkę. -Ty mnie kiedyś o zawał przyprawisz ale i tak cię kocham.-Pocałowaliśmy się.
Wtedy Lou poszedł do koszyka i coś z niego wyciągnął i podszedł do mnie.
-Victoria wiem że nie wiadoma jest nasza przyszłość ale musisz wiedzieć, że cie kocham. Jesteś dla mnie najważniejsza. Chciałbym cię pocałować w kościele przed naszymi rodzinami mówiąc sobie sakramentalne tak. Czy zostałabyś panią Tomlinson?-nie wiedziałam co powiedzieć. Przed moimi oczyma pojawił się śliczny pierścionek zaręczynowy.
-Tak oczywiście Louis.-wskoczyłam mu na szyję i pocałowaliśmy się jak nigdy dotąd. Louis poszedł zadzwonić pilnie do kogoś bo nie odbierał od tej osoby od rana. Ja wykorzystałam sytuację i postanowiłam zapisać tą chwilę w moim notesie który zawsze nosze przy sobie.
"nie wierze Louis mi się przed chwilą oświadczył. Nie zapomnę jego słów do końca życia. Victoria wiem, że nie wiadoma jest nasza przyszłość ale musisz wiedzieć, że cię kocham. Jesteś dla mnie najważniejsza. Chciałbym cię pocałować w kościele przed naszymi rodzinami mówiąc sobie sakramentalne tak. Czy zastałabyś panią Tomlinson? Zgodziłam się. Kocham go jak szalona.
\/ictoria.
Kiedy Lou przyszedł powiedział, że Paul ma dla nich pierwszą piosenkę. Nazywa się Whats Makes You Beautifull. Po chwili zaczęło lać. Pobiegliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Widoczność na drodze była bardzo mała a Lou nie jechał powoli.
-Lou proszę zwolnij nic nie widać. Boje się. Zatrzymaj się na poboczu i jak przejdzie to pojedziemy.-Lou wykonał moją prośbę. Po chwili usłyszeliśmy bardzo głośny pisk opon. Poczuliśmy bardzo mocne uderzenie i nic więcej.
x Harry x
Poczułem się jakby coś się stało. Przebudziłem się spojrzałem na Cece. Leżała obok mnie na łóżku cała i zdrowa. Zszedłem na dół do kuchni i nalałem sobie soku. Mamy nie bylo więc miałem całą chate dla siebie i cała nasza paczka spała u mnie. Chłopacy Trina Taylor i Caroline siedzieli w salonie i oglądali Toy Story. Dołączyłem do nich i po chwili zeszła Cece obdarowałem ją buziakiem. Po chwili dostałem telefon od nieznajomego numeru.
-Halo?
-Czy ty jesteś Harry przyjaciel mojego syna Louisa?-usłyszałem zapłakany głos kobiety. Wiedziałem coś musiało się stać.
-Tak. Czy coś się stało?
-Lo-louis i i i Vii-vi -victoria oni mieli wy-wy-wwypadek i oni nie żyją.
-Jak to nie żyją?!-Zrobiłem duże oczy i spojrzałem na resztę. Oni odwrócili na mnie wzrok i patrzyli się z niepokojem.
-Jeszcze zadzwonię do mamy Victorii. -kobieta rozłączyła się a ja patrzyłem się głupio j jeden punkt po chwili upadłem na ziemię i zacząłem płakać jak małe dziecko. Cece do mnie podeszła a ja ją mocno przytuliłem.
-Harry co się stało?-usłyszałem głos przyjaciela najbardziej opiekuńczego.
-Louis i Victoria.
-Co z nimi?!-odpowiedziała Trina.
-Oni nie żyją. - po chwili każdy się gdzieś zaszył i było słychać, że płaczą.
Nie będzie żadnego zespołu bez Lou to nie będzie to samo. On nam dawał siły i rozśmieszał w trudnych momentach. Victoria nadała sens mojemu życiu pokazała, że trzeba być flirciarzem żeby być szczęśliwym. Kochałem tą smarkulę. Jak siostrę. Co ja gadam ja cały czas ją kocham.
_______________________________________________________
Więc to koniec. Znudziło mnie to opowiadanie. Będzie inne ale nie będę pisała na spontana.
I tak pewnie nikt tu nie bywał.
Nobody compares to you
sobota, 27 lipca 2013
niedziela, 21 lipca 2013
Rozdział. XI.-Wreszcie poznałam moją synową.
Obudziłem się, a raczej zostałem obudzony przez Vicky bo położyła się na mnie. Ja obróciłem się na plecy tak, że Victoria spadła na podłogę.
-Ałaaa! Co to miało znaczyć?! To bolało!-usiadła się na podłodze z udawanym fochem.
-Kara, że mnie obudziłaś. Która godzina skarbie?-zapytałem przeciągając się.
-Yyy 13.13. Uuuu ktoś o mnie myśli.-Vicky się zaśmiała ona ma taki uroczy śmiech.
-A ja wiem nawet kto.-spojrzałem na nią a ona się zbliżyła i cmoknęła mnie w usta. Wstałem i się do niej przytuliłem a ona mnie odepchnęła.
-Do łazienki ogarnąć się.-wtedy klepnęła mnie w tyłek.-Mmm Tomlinson jaki ty masz zgrabny tyłeczek.-zaśmiała się a ja poruszyłem nim.
-Hahah się wie kochanie.-poszedłem do łazienki. Za tydzień mamy pierwsze spotkanie z Paulem. Hmm. Za godzinę trzeba wyjechać do Doncaster. Muszę kupić moim siostrzyczkom prezenty bo będą zawiedzione a mamie spodoba się prezent jako Vicky synowa przyszła. Mam taką nadzieję. Zaraz zaraz. W pokoju była Vicky a gdzie Harry? Ogarnąłem się i poszedłem się ubrać. Hmm. Vicky leżała na moim łóżku. Zapytam się jej teraz albo nigdy.
-Jedziesz ze mną do Doncaster do mojej mamy?
-A o której?
-A która jest?
-13.43.
-To za 17 minut.
-A czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?
-Bo zapomniałem. Miała też Cece jechać ale niestety no.
-Noo. Harry już od kilku godzin u niej siedzi. Tak jak reszta nie miałam serca cię zostawić.
-Pomóż mi coś wybrać. Te paski czy te paski? O a może te paski?
-Te niebieskie.
-A rurki?
-Hmm. Czerwone.
-A czapka?
-Ta czarna.
-A buty?
-Te niebieskie conversy. A skarpetki gdzie?
-Kochanie. Jesteśmy już razem rok i nie wiesz, że ja skarpetki nosze tylko kiedy już na prawdę muszę?
-No tak zapomniałam.
-Zajedziemy jeszcze do galerii po prezenty dla dziewczyn.
-A dla twojej mamy?
-Już mam. Ale to dopiero w Doncaster.
-Ale ja się boje.
-Czego skarbie?
-Jechać z tobą. Ty i samochód w jednym zdaniu to zagłada.
-Oj nie bój się. Nie jestem aż takim debilem.
-Poprawka ty jesteś aż takim debilem.-pocałowałem ją w czoło wzięliśmy walizki i zawieźliśmy je do domu Vicky potem do galerii. Wiem co dziewczyny chcą dostać więc a galerii nie byliśmy długo.
Lottie-Aparat.
Fizzy-nową rakietę do tenisa.
Daisy-i-poda.
Phoebe-kamerę.
Z Vicky poszliśmy jeszcze na lody. Kupiliśmy lody i poszliśmy do samochodu.
-Lou a ile się jedzie do Doncaster?
-Z jakieś 6 godzin a co?
-Bo to jest 15. To my na miejscu będziemy w nocy?
-Noo. Ale ja zawsze im robię takie niespodzianki.
Wreszcie pojechaliśmy.
6 godzin później.
-Kochanie obudź się jesteśmy.-obudziłem Vicky choć nie miałem serca tak słodko spała.
-Ccco? Gdzie jesteśmy?-ziewnęła sobie ja zaraz po niej bo po 6 godzinnej jeździe człowiek jest zmęczony.
-U mnie w domu. Witaj w Doncaster. Prezenty zostaną w samochodzie. Rano je wyciągnę teraz idziemy spać do mojego ukochanego łóżka. Wysiedliśmy z samochodu. Ze spodni wyciągnąłem klucze i otworzyłem drzwi. Weszliśmy do środka. Dom znałem na pamięć więc złapałem Vicky za rękę i poprowadziłem ją do przedostatnich drzwi na piętrze. Tam dałem jej swoją koszulkę sam zaś spałem w bokserkach. Zakluczyłem drzwi. Dałem buziaka na dobranoc Vicky i położyliśmy się do łóżka. Tori wtuliła się we mnie jak w wielkiego misia. Kocham tą moją wariatkę..
Rano. Victoria.
Jak on słodko śpi. Nie mam serca go budzić. Dałam mu buziaka w policzek i momentalnie się obudził.
-Hej księżniczko i jak się spało?-pocałował mnie w nos i uśmiechnął się do mnie
-Super. Tylko trochę się rozpychasz.-zaśmialiśmy się.
-Która godzina?
-6.20.
-To choć zrobimy mojej mamie i dziewczynkom śniadanie bo oni jak zwykle wstają o 7.
-A tacie Cece?
-Nie było jego samochodu pod domem. Nie wiem dlaczego.
-No okej to się umyję i ubiorę. A w ogóle ile tu będziemy?
-4 dni.
-Ale ja nie mam się w co przebrać.
-W pokoju Cece są jakieś jej rzeczy na pewno. Przecież macie ten sam rozmiar.
-No tak. Idę do łazienki.-wyszłam z pokoju ale nie wiedziałam gdzie jest łazienka więc wróciłam do pokoju.-Emm Lou?
-Łazienka jest tutaj. Ja mam swoją bo jestem jedynym chłopakiem w tej rodzinie.-pokazał na drzwi umieszczone w swoim pokoju. Weszłam tam i wykonałam podstawowe czynności. Wyszłam z łazienki i na łóżku leżały ubrania. Prawdopodobnie Cece. I kartka od Lou
Ja skorzystałem z łazienki mamy i dziewczynek. Jestem na dole robię śniadanie. Obok masz rzeczy Cece. Kocham Cię. Loouu :*
Ubrałam się i poszłam na dół. Lou miał czapkę kucharza i robił naleśniki.
-Też cię kocham.-podeszłam do niego i pocałowałam go czule kiedy chciałam się od niego oderwać on mnie z powrotem do siebie przyciągnął w celu otrzymania kolejnego buziaka.
Robiliśmy śniadanie i słyszeliśmy kroki po schodach.
-Mama. Wszędzie rozpoznam te kroki.-szepnął do mnie.-Cześ mamusiu.-Lou poszedł do swojej mamy i ją przytulił.
-Lou kochanie. Ty nigdy nie mówisz kiedy przyjeżdżasz. Kiedy przyjechałeś? A raczej przyjechaliście.-Mama Lou podeszła do mnie i wyciągnęła rękę w geście poznania się.-Jestem Johannah mama Louisa ale mów mi Jay.-Do kolejnej mamy mam mówić po imieniu? Jeszcze do mamy mojego ukochanego?
-Mamo to jest Victoria. Moja dziewczyna.-Louis podszedł do nas.
-Miło mi cię poznać Jay.
-No widzisz Louis a Hannah nie mówiła od razu do mnie Jay.-znowu Hannah czy nie mogę od niej odpocząć.-No ładnie mój jedyny ukochany synek będzie sławny oglądałam finał. Daisy płakała aż że nie mogłyśmy tam być. Jestem z ciebie dumna synku.-pocałowała Lou w czubek głowy.-Wreszcie poznałam moją synową. Bo dowiedziałam się, że jesteście razem wczoraj na finale.-przytuliła mnie i nagle usłyszałam pisk siedmioletniej dziewczynki.
-Aaaaa!! Louis!!! Braciszku mój kochany!!!-Mała dziewczyna wskoczyła w objęcia Boobeara.
-Daisy!! Wiesz jak ja tęskniłem za moją siostrzyczką.-Lou przytulił Daisy. Widać, że mała bardzo kocha Louisa. Może i bardziej niż ja.
-A co to za dziewczyna koleżanka Lottie?
-Nie mała to moja dziewczyna. Victoria.
-Cześć Daisy.-wyciągnęłam do niej rękę a ona mnie przytuliła.
-Louis!!!!!!Victoria!!!!!!-Zaczęła krzyczeć jakaś dziewczyna. Kolejna siostra Lou chyba. Ale skąd ona zna mnie? Aha x-factor.
-Lottie!-Louis zakręcił najstarszą ze swych sióstr. Po chwili przybiegły dwie pozostałe i rzuciły się na Louisa. Ja przez ten cały czas rozmawiałam z Jay. Zjedliśmy śniadanie i Lou poszedł do samochodu po prezenty dla dziewczynek. Każda z nich się ucieszyła ogromnie. Potem poszliśmy na spacer
-Kurwa..-Powiedział Louis i chciał iść w drugą stronę ale ja nie chciałam.
- Co się stało?-Wtedy do Louisa podeszła pewna blondynka.
-Hej Louis. Widzę, że znalazłeś sobie po mnie pocieszycielkę?-wtedy już wiedziałam, że to Hannah.-Dlaczego nie odbierałeś przez ostatni tydzień?
-Bo nie. Dziewczyno odwal się o de mnie. Ty ze mną zerwałaś bo poszedłem do x-factora. 3 miesiące przed przesłuchaniami. I dobrze, że nie chciałem starać się o ciebie bo mam teraz Victorię.-Louis złapał mnie za rękę i poszliśmy dalej.
-Serio nie starałeś się o taką śliczną blondynkę i wolałeś brzydką brunetkę?-Louis stanął i obrócił mnie tak, że stałam do niego tyłem. Sprzedał mi kopniaka z kolanka.
-Ałaa!-odwróciłam się do niego.
-Jeszcze raz powiedz, że jesteś brzydka a sprzedam ci kolejnego kopniaka. Ty jesteś śliczna, kocham cię nie tylko za wygląd ale i za charakter i za to, że jesteś ze mną.-Pocałował mnie czule i to bardzo.
Wróciliśmy do domu. Louis bawił się z Phoebe i Daisy. Fizzy i Lottie poszły do swojego pokoju.
Ja rozmawiałam z Jay. Wieczorem Louis ułożył Phoebe i Daisy do snu. Ja i Jay zaczęłyśmy oglądać zdjęcia Lou z dzieciństwa.
-Co robicie?-Louis usiadł koło mnie i dał mi buziaka w policzek.
-A oglądamy twoje zdjęcia jak byłeś mały. Ale z ciebie był słodziak.- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Poprawka ze mnie cały czas jest taki słodziak.-pocałował mnie w głowę
-Właśnie-powiedziała Jay.
-Mamo my już idziemy spać.-powiedział Lou i zaciągnął mnie na górę.
Zamknął drzwi na klucz i zaczął mnie całować. Wiedziałam czego pragnie więc uległam mu. Zaczęliśmy się rozbierać iiii......(reszty się sami domyślicie xD)
Po wszystkim zasnęliśmy..... Cały czas myślałam o Lou i jak bardzo go kocham.
-Ałaaa! Co to miało znaczyć?! To bolało!-usiadła się na podłodze z udawanym fochem.
-Kara, że mnie obudziłaś. Która godzina skarbie?-zapytałem przeciągając się.
-Yyy 13.13. Uuuu ktoś o mnie myśli.-Vicky się zaśmiała ona ma taki uroczy śmiech.
-A ja wiem nawet kto.-spojrzałem na nią a ona się zbliżyła i cmoknęła mnie w usta. Wstałem i się do niej przytuliłem a ona mnie odepchnęła.
-Do łazienki ogarnąć się.-wtedy klepnęła mnie w tyłek.-Mmm Tomlinson jaki ty masz zgrabny tyłeczek.-zaśmiała się a ja poruszyłem nim.
-Hahah się wie kochanie.-poszedłem do łazienki. Za tydzień mamy pierwsze spotkanie z Paulem. Hmm. Za godzinę trzeba wyjechać do Doncaster. Muszę kupić moim siostrzyczkom prezenty bo będą zawiedzione a mamie spodoba się prezent jako Vicky synowa przyszła. Mam taką nadzieję. Zaraz zaraz. W pokoju była Vicky a gdzie Harry? Ogarnąłem się i poszedłem się ubrać. Hmm. Vicky leżała na moim łóżku. Zapytam się jej teraz albo nigdy.
-Jedziesz ze mną do Doncaster do mojej mamy?
-A o której?
-A która jest?
-13.43.
-To za 17 minut.
-A czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?
-Bo zapomniałem. Miała też Cece jechać ale niestety no.
-Noo. Harry już od kilku godzin u niej siedzi. Tak jak reszta nie miałam serca cię zostawić.
-Pomóż mi coś wybrać. Te paski czy te paski? O a może te paski?
-Te niebieskie.
-A rurki?
-Hmm. Czerwone.
-A czapka?
-Ta czarna.
-A buty?
-Te niebieskie conversy. A skarpetki gdzie?
-Kochanie. Jesteśmy już razem rok i nie wiesz, że ja skarpetki nosze tylko kiedy już na prawdę muszę?
-No tak zapomniałam.
-Zajedziemy jeszcze do galerii po prezenty dla dziewczyn.
-A dla twojej mamy?
-Już mam. Ale to dopiero w Doncaster.
-Ale ja się boje.
-Czego skarbie?
-Jechać z tobą. Ty i samochód w jednym zdaniu to zagłada.
-Oj nie bój się. Nie jestem aż takim debilem.
-Poprawka ty jesteś aż takim debilem.-pocałowałem ją w czoło wzięliśmy walizki i zawieźliśmy je do domu Vicky potem do galerii. Wiem co dziewczyny chcą dostać więc a galerii nie byliśmy długo.
Lottie-Aparat.
Fizzy-nową rakietę do tenisa.
Daisy-i-poda.
Phoebe-kamerę.
Z Vicky poszliśmy jeszcze na lody. Kupiliśmy lody i poszliśmy do samochodu.
-Lou a ile się jedzie do Doncaster?
-Z jakieś 6 godzin a co?
-Bo to jest 15. To my na miejscu będziemy w nocy?
-Noo. Ale ja zawsze im robię takie niespodzianki.
Wreszcie pojechaliśmy.
6 godzin później.
-Kochanie obudź się jesteśmy.-obudziłem Vicky choć nie miałem serca tak słodko spała.
-Ccco? Gdzie jesteśmy?-ziewnęła sobie ja zaraz po niej bo po 6 godzinnej jeździe człowiek jest zmęczony.
-U mnie w domu. Witaj w Doncaster. Prezenty zostaną w samochodzie. Rano je wyciągnę teraz idziemy spać do mojego ukochanego łóżka. Wysiedliśmy z samochodu. Ze spodni wyciągnąłem klucze i otworzyłem drzwi. Weszliśmy do środka. Dom znałem na pamięć więc złapałem Vicky za rękę i poprowadziłem ją do przedostatnich drzwi na piętrze. Tam dałem jej swoją koszulkę sam zaś spałem w bokserkach. Zakluczyłem drzwi. Dałem buziaka na dobranoc Vicky i położyliśmy się do łóżka. Tori wtuliła się we mnie jak w wielkiego misia. Kocham tą moją wariatkę..
Rano. Victoria.
Jak on słodko śpi. Nie mam serca go budzić. Dałam mu buziaka w policzek i momentalnie się obudził.
-Hej księżniczko i jak się spało?-pocałował mnie w nos i uśmiechnął się do mnie
-Super. Tylko trochę się rozpychasz.-zaśmialiśmy się.
-Która godzina?
-6.20.
-To choć zrobimy mojej mamie i dziewczynkom śniadanie bo oni jak zwykle wstają o 7.
-A tacie Cece?
-Nie było jego samochodu pod domem. Nie wiem dlaczego.
-No okej to się umyję i ubiorę. A w ogóle ile tu będziemy?
-4 dni.
-Ale ja nie mam się w co przebrać.
-W pokoju Cece są jakieś jej rzeczy na pewno. Przecież macie ten sam rozmiar.
-No tak. Idę do łazienki.-wyszłam z pokoju ale nie wiedziałam gdzie jest łazienka więc wróciłam do pokoju.-Emm Lou?
-Łazienka jest tutaj. Ja mam swoją bo jestem jedynym chłopakiem w tej rodzinie.-pokazał na drzwi umieszczone w swoim pokoju. Weszłam tam i wykonałam podstawowe czynności. Wyszłam z łazienki i na łóżku leżały ubrania. Prawdopodobnie Cece. I kartka od Lou
Ja skorzystałem z łazienki mamy i dziewczynek. Jestem na dole robię śniadanie. Obok masz rzeczy Cece. Kocham Cię. Loouu :*
Ubrałam się i poszłam na dół. Lou miał czapkę kucharza i robił naleśniki.
-Też cię kocham.-podeszłam do niego i pocałowałam go czule kiedy chciałam się od niego oderwać on mnie z powrotem do siebie przyciągnął w celu otrzymania kolejnego buziaka.
Robiliśmy śniadanie i słyszeliśmy kroki po schodach.
-Mama. Wszędzie rozpoznam te kroki.-szepnął do mnie.-Cześ mamusiu.-Lou poszedł do swojej mamy i ją przytulił.
-Lou kochanie. Ty nigdy nie mówisz kiedy przyjeżdżasz. Kiedy przyjechałeś? A raczej przyjechaliście.-Mama Lou podeszła do mnie i wyciągnęła rękę w geście poznania się.-Jestem Johannah mama Louisa ale mów mi Jay.-Do kolejnej mamy mam mówić po imieniu? Jeszcze do mamy mojego ukochanego?
-Mamo to jest Victoria. Moja dziewczyna.-Louis podszedł do nas.
-Miło mi cię poznać Jay.
-No widzisz Louis a Hannah nie mówiła od razu do mnie Jay.-znowu Hannah czy nie mogę od niej odpocząć.-No ładnie mój jedyny ukochany synek będzie sławny oglądałam finał. Daisy płakała aż że nie mogłyśmy tam być. Jestem z ciebie dumna synku.-pocałowała Lou w czubek głowy.-Wreszcie poznałam moją synową. Bo dowiedziałam się, że jesteście razem wczoraj na finale.-przytuliła mnie i nagle usłyszałam pisk siedmioletniej dziewczynki.
-Aaaaa!! Louis!!! Braciszku mój kochany!!!-Mała dziewczyna wskoczyła w objęcia Boobeara.
-Daisy!! Wiesz jak ja tęskniłem za moją siostrzyczką.-Lou przytulił Daisy. Widać, że mała bardzo kocha Louisa. Może i bardziej niż ja.
-A co to za dziewczyna koleżanka Lottie?
-Nie mała to moja dziewczyna. Victoria.
-Cześć Daisy.-wyciągnęłam do niej rękę a ona mnie przytuliła.
-Louis!!!!!!Victoria!!!!!!-Zaczęła krzyczeć jakaś dziewczyna. Kolejna siostra Lou chyba. Ale skąd ona zna mnie? Aha x-factor.
-Lottie!-Louis zakręcił najstarszą ze swych sióstr. Po chwili przybiegły dwie pozostałe i rzuciły się na Louisa. Ja przez ten cały czas rozmawiałam z Jay. Zjedliśmy śniadanie i Lou poszedł do samochodu po prezenty dla dziewczynek. Każda z nich się ucieszyła ogromnie. Potem poszliśmy na spacer
-Kurwa..-Powiedział Louis i chciał iść w drugą stronę ale ja nie chciałam.
- Co się stało?-Wtedy do Louisa podeszła pewna blondynka.
-Hej Louis. Widzę, że znalazłeś sobie po mnie pocieszycielkę?-wtedy już wiedziałam, że to Hannah.-Dlaczego nie odbierałeś przez ostatni tydzień?
-Bo nie. Dziewczyno odwal się o de mnie. Ty ze mną zerwałaś bo poszedłem do x-factora. 3 miesiące przed przesłuchaniami. I dobrze, że nie chciałem starać się o ciebie bo mam teraz Victorię.-Louis złapał mnie za rękę i poszliśmy dalej.
-Serio nie starałeś się o taką śliczną blondynkę i wolałeś brzydką brunetkę?-Louis stanął i obrócił mnie tak, że stałam do niego tyłem. Sprzedał mi kopniaka z kolanka.
-Ałaa!-odwróciłam się do niego.
-Jeszcze raz powiedz, że jesteś brzydka a sprzedam ci kolejnego kopniaka. Ty jesteś śliczna, kocham cię nie tylko za wygląd ale i za charakter i za to, że jesteś ze mną.-Pocałował mnie czule i to bardzo.
Wróciliśmy do domu. Louis bawił się z Phoebe i Daisy. Fizzy i Lottie poszły do swojego pokoju.
Ja rozmawiałam z Jay. Wieczorem Louis ułożył Phoebe i Daisy do snu. Ja i Jay zaczęłyśmy oglądać zdjęcia Lou z dzieciństwa.
-Co robicie?-Louis usiadł koło mnie i dał mi buziaka w policzek.
-A oglądamy twoje zdjęcia jak byłeś mały. Ale z ciebie był słodziak.- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Poprawka ze mnie cały czas jest taki słodziak.-pocałował mnie w głowę
-Właśnie-powiedziała Jay.
-Mamo my już idziemy spać.-powiedział Lou i zaciągnął mnie na górę.
Zamknął drzwi na klucz i zaczął mnie całować. Wiedziałam czego pragnie więc uległam mu. Zaczęliśmy się rozbierać iiii......(reszty się sami domyślicie xD)
Po wszystkim zasnęliśmy..... Cały czas myślałam o Lou i jak bardzo go kocham.
sobota, 20 lipca 2013
Rozdział X.- No bo będzie mały Styles.
Rok później (Finał X-factor)
Przez ten rok dużo się zmieniło. Niall i Caroline są razem podobnie jak Cece i Harry. Zmienił się już nie jest podrywaczem. Zayn i Trina cały czas są razem. Liam przechodzi kryzys w związku kłócą się z Tay podobnie jak ja i Louis. Cały tydzień się do siebie nie odzywamy. Hannah przez ten rok cały czas dzwoniła do Lou a on mnie olewał i poszedł za każdym razem z nią rozmawiać. Mam nadzieję, że przez tą kłótnie nie przegramy. Moją chwilę ciszy przerwał ktoś kto wszedł do pokoju bo Cece poszła na spacer z Harrym a Caroline do bufetu z Niallem. O 20 miał być finał.
-Mogę?-zapytał osobnik który wszedł do pokoju.
-Po co tu przyszedłeś. Z Hannah już nie rozmawiasz?-leżałam na łóżku odwrócona do niego plecami.
-Jeśli o to chodzi już z nią nie będę rozmawiać.
-Nie obchodzi mnie to.
-Victoria czy ty nie widzisz że przez ten rok byliśmy pokłóceni 5 miesięcy 4 dni 4 godziny 43minuty i 23 nie 25 sekund.-wtedy chyba spojrzał na zegarek że się poprawił. Zdziwiłam się że dokładnie to wiedział. Nie odwróciłam się do niego.
-Podobno szczęśliwi czasu nie liczą.-odparłam.
-A czy ja jestem szczęśliwy? Bez ciebie nigdy nie będę szczęśliwy. Proszę cię nie kłóćmy się. Już nigdy więcej.-poleciało mi kilka łez dziś jest nasza pierwsza rocznica nigdy bym o tym nie zapomniała.-Zrozumiem jeśli nie będziesz już chciała ze mną być. Nie zasługuje na ciebie.-Wtedy już przegiął. Kocham tego debila. Nie powiedziałam mu jeszcze tego czekam na właściwą okazję.Wtedy się odwróciłam i zobaczyłam klęczał i miał jedną niebieską różę. Były widoczne też jego łzy na policzkach.
-Louis. Myślisz że gdybyś nie zasługiwał na mnie to byśmy byli razem?.-podeszłam do niego. Wstał i przytuliłam go mocno potem się pocałowaliśmy.-Nie wierzę, że wytrzymałam rok z takim wariatem jak ty.-pocałowaliśmy się znowu i położyliśmy się na łóżko. Gadaliśmy i wtedy zadzwonił telefon Lou. To był Harry bo pokazał mi telefon. To smutne, że myśli, że chce go sprawdzać. Lou dziękował za coś Harremu i Cece i się bardzo cieszył. Nasz spokój nie wytrzymał długo do pokoju wparował Zayn.
-Kto zajebał mój lakier do włosów?! O pogodziliście się.
-Trina tu była i go tu schowała.-powiedziałam bo Lou pokazywał znak, że to on go wziął miał go w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam go i podałam Zaynowi.
-No Lou masz szczęście. Gdybyś ty go wziął to byś już nie żył.-Zayn wyszedł z pokoju i zamknął drzwi.
-Dzięki skarbie. -pocałował mnie z czoło i uśmiechnął się do mnie.
-Ostatni raz ratuje ci tyłek. Jak widzisz że lakier ci się kończy to idź do sklepu sobie kup. Bo niedługo mój lakier zaczniesz podkradać.-Uśmiechnęłam się do niego.
Po pół godzinie przyszła Cece i Caroline wygoniły Lou i zaczęłyśmy próbę. Wyszło nam świetnie. Skończyłyśmy próbę o 19. Stresowałyśmy się jak nigdy. Poszłyśmy do naszych stylistek zrobiły nas na bóstwo. O 20 byłyśmy już gotowe jak inni uczestnicy. Taylor niestety odpadła tydzień temu i Liam był smutny. Jak dobrze zrozumiałam sms od Liama to się pogodzili z Tay.
Zostało 4 uczestników. Sweet Girls, One Direction, Rebecca Ferguson i Matt Cardle.
.................................................................................
Po finale ogłoszenie wyników.
Chłopacy zaśpiewali Torn moją ulubioną piosenkę. Teraz ogłoszenie wyników. Ogłaszała je Nicole Scherzinger. Staliśmy na scenie przeplatani. Louis, ja, Harry, Cece, Niall, Caroline,Liam, Zayn. Matt i Rebecca stali kawałek od nas.
-Trzecie miejsce z ilością głosów 9569 zajmuje zespół One Direction.-Chłopacy byli szczęśliwi chociaż, że zajęli 3 miejsce.
-Teraz macie szanse wy wygrać.-Louis powiedział ja złapałam mocniej Hazze i Lou za ręce.
-2 miejsce z ilością głosów 10396 zajmuje Rebecca Fergusson.-Coraz większe szansę.-Pierwsze miejsce z ilością głosów 12459 oraz podpisanie kontraktu z Syco Music zajmuje.. Matt Cardle..-No i wszystkie nadzieje upadły. Po policzku zleciała mi łza Lou ją otarł.
-Skarbie nie płacz.-Przytulił mnie mocno do siebie.
-Harry, Zayn, Liam, Niall i Louis możecie na chwile zostać?-Nicole spytała ich.
-Oczywiście jeśli Sweet Girls mogą zostać z nami na scenie.-Odpowiedział loczek.
-Ależ nie ma problemu.- Nicole odpowiedziała.-Ktoś chcę z wami porozmawiać chłopcy. -Na scenę wszedł Paul Higgins.
-Chłopcy jeśli chcecie możecie podpisać ze mną kontrakt na 2 miliony w Syco Music. Nie ważne, że zajęliście trzecie miejsce ale słyszałem jak śpiewacie.-chłopcy spojrzeli się na siebie wzajemnie wiadomo jaką podjęli decyzję. Każda z nas po wiedziała.
-Niech dziewczyny sweet girls odpowiedzą za nas.-Nie no Lou nas rozwala po prostu. Mamy za nich decyzję podjąć. No wiemy co dla nich dobre. Ale lubimy ich wkręcać.
-Louis to mój chłopak- zaczęłam.
-Harry to mój chłopak-podążyła za mną Cece
-A Niall to mój chłopak-dokończyła Caroline.
-A Zayn to chłopak mojej siostry a Liam to chłopak Taylor Song. Tydzień temu odpadła-dążyłam dalej.
-Więc jeśli się zgodzimy too..-Cece spojrzała na Caroline.
-To nie będziemy się z nimi widywać i nie będą mieli dla nas czasu i znajdą sobie inne dziewczyny.-Chłopacy się na nas dziwnie spojrzeli. Caroline powiedziała
-Więęęcc- powiedziałyśmy razem i spojrzałyśmy się na siebie z "wyrzutem sumienia"
-Zgadzamy się!!-chłopacy się zaczęli wariować a my się śmiałyśmy. Cece z najmniejszym entuzjazmem. Lou do mnie podszedł.
-A zobaczysz ja sobie znajdę inną-pocałował mnie w czoło.
-A ja sobie znajdę innego. Nawet nie będę po tobie płakać.-przytuliłam się do niego. Poszliśmy do swoich pokoi. I za chwile Harry wpadł do naszego pokoju.
-Pochlej party się szykuje!! Yeeeaaah.-Przez ten rok pochlej party mieliśmy co tydzień a nawet kilka razy w tygodniu. Każdy znalazł swój sposób na kaca więc było git.
-Harry skarbie wynocha. Kocham cię ale muszę poważnie pogadać z Caroline i Victorią.-poleciała jej łza po policzku.
-Skarbeńku co się stało.-Harry podszedł do Cece i ją przytulił ale ona go ostro potraktowała.
-Harry kurwa wypierdalaj do Tomlinsona!!-On tylko podniósł ręce w geście obrony i wyszedł.
-Cece co się stało?-Zapytałam ją bo rozpłakała się.
-Noo.-dodała Caroline.
-Noo.. No bo..-nie mogła nic powiedzieć przez łzy.-No bo będzie mały Styles.-wtedy pokazała nam test ciążowy. Pozytywny.
-Coo?! Ale jak? Z tego co myślę to Harry nie wie?-zapytałam ją.
-Nie nie wie. Kurwa nie chce mu zniszczyć kariery.
-Czekaj z moich obliczeń wynosi, że wiesz już jakiś miesiąc.
-Skąd wiesz?-zapytała mnie.
-Bo od miesiąca nie pijesz z nami na pochlej party. Dlaczego nie powiedziałaś szybciej?!
-Bo się bałam.
-Taaak to teraz bój się jak powiesz to Hazzie.
-Nie powiem mu.
-Jak to nie musisz mu powiedzieć. Kurwa Cece 22!!!
-No pięknie po prostu zajebiście zabije nas. -Ja nie wiedziałam o co chodzi dziewczynom.
-A o co chodzi?
-Bo zdjęcie grupowe jest robione i chcą też z nami zdjęcie. Rozmowę dokończymy później. Ubieramy te sukienki i idziemy włosy mamy ogarnięte bo jeszcze po występie a ja zaraz do was dojdę tylko makijaż poprawię. -Uwierzyłam dziewczynom. Po co miały by kłamać. Ubrałam sukienkę dziewczyny też Cece została z pokoju a Caroline prowadziła mnie na dwór.
-Ej. Gdzie do chuja jest robione to zdjęcie?-Byłyśmy a raczej byłam koło fontanny bo jak się odwróciłam Caroline ani Cece nie było. Nie wiem dlaczego obeszłam fontannę dookoła. Stał tam stolik dla dwóch osób i świeżo zapalone świeczki. Wtedy przypomniało mi się, że ja i Lou mamy dziś rocznicę.
-Kurwa!-krzyknęłam i któś mi zakrył oczy.-odwal się człowieku!!
-Czy ładnie tak przeklinać? Jak mam sobie iść to idę.-Poznam ten głos wszędzie. Złapałam go za rękę.
-Louis skarbie przepraszaa ooo kurwa jaki sexy.-zmierzyłam mojego chłopaka wzrokiem. W garniturze wygląda bardzo słodko i sexy.
-OOoo kurwa jaka sexy.-zaśmialiśmy się. Louis złapał mnie za rękę i pomógł usiąść przy stoliku a zaś sam usiadł na przeciwko spojrzał mi głęboko w oczy. Teraz liczył się tylko on. Ale czy ja go kocham czy tylko rano sobie tak wmówiłam? Tak na pewno go kocham. Teraz to wiem i czuje.
-Podano do stołu.-odezwał się Liam w stroju kucharza i na nasze talerze położył po dwie marchewki.-To na pewno był pomysł Lou. Śmieszny a za razem słodki pomysł.-Bonne apetite.-Liaś się ukłonił po czym oddalił się od nas.
-Victoria mam coś dla ciebie.- Lou z fontanny wyjął woreczek czarny a z niego wyciągnął smukłe pudełeczko.-Proszę.-podał mi pudełko. Otworzyłam je i moim oczom ukazała się przepiękna bransoletka z białego złota i było na niej wygraderowane(czy jak to się tam pisze xD) Lou & Vicky <3 Forever toghetcher <3 16.07.10.zakręciła mi się łezka w oku, która po chwili zjawiła się na policzku.-Kocham Cię.-OMG. Powiedział to kocha mnie.
Wstałam a Louis zaraz po mnie.
-Louis nie mogę tego przyjąć.
-Ale dlaczego?-zrobił smutną minę.
-Bo ja dla ciebie nic nie mam.
-Nie muszę nic dostać od ciebie. Ważne, że ty jesteś ze mną. To mi wystarcza.-Pocałował mnie czule ale tak jak nigdy. Czułam jakby motyle z brzucha miały się zaraz wydostać na zewnątrz. Po pocałunku Lou założył bransoletkę na mój nadgarstek. Założyłam ręce na jego szyję.
-Nie wierzę, że wytrzymałam z tym wariatem prze de mną rok. Kocham cię.-znowu się pocałowaliśmy. Jednak chwilę później stało się coś co ani ja ani Louis nie przewidzieliśmy. Louis dostał telefon. Słyszałam jak Lou mówi że włączy na głośnik.
L:Harry mów teraz.
H:No bo zrezygnowaliśmy z pochlej party i postanowiliśmy się spakować no i skończyliśmy pakować mnie i ciebie i poszliśmy pakować dziewczyny i Caroline sięgała coś z półki w łazience i się potknęła i przewróciła się na Cece i Cece teraz leży w szpitalu bo głowę sobie rozwaliła bo uderzyła o kant od prysznica i krew jej leciała i ja wziąłem twój samochód i zawiozłem ją bo karetki pojeby nie mieli wolnej i ona jest nie przytomna.
V:Ja pierdole! Zaraz tam będziemy.-Harry się rozłączył i szybko pobiegliśmy do szpitala. Dobrze, że nie miałam szpilek tylko trampki. Po 10 minutach byliśmy w szpitalu. Niall czekał na nas przed wejściem. Pobiegliśmy do sali a właściwie przed salę gdzie leżała Cece. Wszyscy tam byli nawet Tay. Najbardziej płakała Caroline i Harry. Liam przytulał Hazze a Zayn Caroline. Brunetka zauważyła mnie i pobiegła bo mnie a ja ją przytuliłam.
-Vicky ja nie chciałam na nią się przewrócić. Przepraszam. Ja na prawdę nie chciałam.
-To nie jest twoja wina. Nie obwiniaj się.-wtedy z jej sali wyszedł lekarz. Louis bardzo płakał chociaż nie wiedziałam dlaczego.
-Kto tu jest z rodziny Cece Adams?
-Ja.-odezwał sie.....
Louis
Kurwa. To nie miało wyjść na jaw. Tak się omówiliśmy. Chcieliśmy im powiedzieć później. Ale dlaczego w takich okolicznościach. Płakałem jak bóbr bo ona jest moją.. Moją tak jakby siostrą. Moja mama wyszła za mąż za tatę Cece jest z nim nadal. Z jej sali wyszedł lekarz.
-Kto tu jest z rodziny Cece Adams?
-Ja-Odezwałem się bez wachania wszyscy się na mnie spojrzeli.
-Kim pan dla niej jest?
-Bratem.
-A więc panie Adams.
-Nie Tomlinson.
-Aha nie będę wnikał. Ale na pewno jest pan z rodziny?
-Tak.
-A więc. Stan pańskiej siostry nie zagraża życiu. Dziecku też nic nie jest. Zostanie jeszcze tydzień w szpitalu i zobaczymy co dalej.(O jakim on dziecku gada)
-Dobrze a czy możemy do niej wejść na chwilę?
-A ilu was tu jest?
-Ósemka.
-No dobrze ale proszę nie przemęczać Cece. Jest osłabiona max 20 minut możecie być tutaj.
-Dobrze.-lekarz poszedł i wszystkie oczy były skierowane na mnie.
-Siostra?!-Wszyscy powiedzieli chórem.
-Tak siostra. Możemy do niej wejść na 20 minut.
-To dlaczego nie była z tobą w Doncaster? Przed x-factorem?- zapytał Harry.
-Bo ona szybciej przyjechała do Londynu i postanowiliśmy że będziemy udawać, że się nie znamy.
Weszliśmy do niej. Miała bandaż na głowie ale grzebała już w telefonie.
-Jak się masz siostrzyczko?-zapytałem jej a ona się do mnie uśmiechnęła.
-Oni już wiedzą?
-Taaak. Który miesiąc?
-Ale o co ci chodzi?-zapytał Harry.
-Pierwszy.-Cece odpowiedziała-Harry będzie mały Styles, ale nie musisz się przyznawać zniszczysz sobie karierę już na samym początku.
-Chyba żartujesz!? Ja się ciesze jak nigdy. Może i mam 17 lat ale będę tatą. Yeaaah.
Victoria była smutna nie wiedziałem dlaczego. 20 minut minęło i poszliśmy do domu x-factora jutro się wyprowadzimy. Po drodze zatrzymałem Vicky. Reszcie kazałem iść do swoich pokoi.
-Dlaczego jesteś smutna?
-Bo nie powiedziałeś mi prawdy.
-A chcesz znać prawdę?
-Tak.
-To więc. 5 lat temu moja mama wyszła za mąż za tatę Cece. Nadal z nim jest. A ten brat co przywiózł jej niby walizki do ciebie to był nasz kumpel i były Cece. Matt.-Pocałowałem ją i poszliśmy do swoich pokoi. Po pół godzinie zasnąłem. Nie mogłem przestać myśleć o Vicky. O kurwa! Jutro po południu miałem z Cece jechać do Doncaster. Może Vicky pojedzie ze mną.
__________________________________________________________________________-
Sorry że tak długo nie dodawałam nowego wpisu. Mam nadzieje że się podobało.
16.07.10-to data ja Lou i Vicky zaczęli ze sobą być.
Przez ten rok dużo się zmieniło. Niall i Caroline są razem podobnie jak Cece i Harry. Zmienił się już nie jest podrywaczem. Zayn i Trina cały czas są razem. Liam przechodzi kryzys w związku kłócą się z Tay podobnie jak ja i Louis. Cały tydzień się do siebie nie odzywamy. Hannah przez ten rok cały czas dzwoniła do Lou a on mnie olewał i poszedł za każdym razem z nią rozmawiać. Mam nadzieję, że przez tą kłótnie nie przegramy. Moją chwilę ciszy przerwał ktoś kto wszedł do pokoju bo Cece poszła na spacer z Harrym a Caroline do bufetu z Niallem. O 20 miał być finał.
-Mogę?-zapytał osobnik który wszedł do pokoju.
-Po co tu przyszedłeś. Z Hannah już nie rozmawiasz?-leżałam na łóżku odwrócona do niego plecami.
-Jeśli o to chodzi już z nią nie będę rozmawiać.
-Nie obchodzi mnie to.
-Victoria czy ty nie widzisz że przez ten rok byliśmy pokłóceni 5 miesięcy 4 dni 4 godziny 43minuty i 23 nie 25 sekund.-wtedy chyba spojrzał na zegarek że się poprawił. Zdziwiłam się że dokładnie to wiedział. Nie odwróciłam się do niego.
-Podobno szczęśliwi czasu nie liczą.-odparłam.
-A czy ja jestem szczęśliwy? Bez ciebie nigdy nie będę szczęśliwy. Proszę cię nie kłóćmy się. Już nigdy więcej.-poleciało mi kilka łez dziś jest nasza pierwsza rocznica nigdy bym o tym nie zapomniała.-Zrozumiem jeśli nie będziesz już chciała ze mną być. Nie zasługuje na ciebie.-Wtedy już przegiął. Kocham tego debila. Nie powiedziałam mu jeszcze tego czekam na właściwą okazję.Wtedy się odwróciłam i zobaczyłam klęczał i miał jedną niebieską różę. Były widoczne też jego łzy na policzkach.
-Louis. Myślisz że gdybyś nie zasługiwał na mnie to byśmy byli razem?.-podeszłam do niego. Wstał i przytuliłam go mocno potem się pocałowaliśmy.-Nie wierzę, że wytrzymałam rok z takim wariatem jak ty.-pocałowaliśmy się znowu i położyliśmy się na łóżko. Gadaliśmy i wtedy zadzwonił telefon Lou. To był Harry bo pokazał mi telefon. To smutne, że myśli, że chce go sprawdzać. Lou dziękował za coś Harremu i Cece i się bardzo cieszył. Nasz spokój nie wytrzymał długo do pokoju wparował Zayn.
-Kto zajebał mój lakier do włosów?! O pogodziliście się.
-Trina tu była i go tu schowała.-powiedziałam bo Lou pokazywał znak, że to on go wziął miał go w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam go i podałam Zaynowi.
-No Lou masz szczęście. Gdybyś ty go wziął to byś już nie żył.-Zayn wyszedł z pokoju i zamknął drzwi.
-Dzięki skarbie. -pocałował mnie z czoło i uśmiechnął się do mnie.
-Ostatni raz ratuje ci tyłek. Jak widzisz że lakier ci się kończy to idź do sklepu sobie kup. Bo niedługo mój lakier zaczniesz podkradać.-Uśmiechnęłam się do niego.
Po pół godzinie przyszła Cece i Caroline wygoniły Lou i zaczęłyśmy próbę. Wyszło nam świetnie. Skończyłyśmy próbę o 19. Stresowałyśmy się jak nigdy. Poszłyśmy do naszych stylistek zrobiły nas na bóstwo. O 20 byłyśmy już gotowe jak inni uczestnicy. Taylor niestety odpadła tydzień temu i Liam był smutny. Jak dobrze zrozumiałam sms od Liama to się pogodzili z Tay.
Zostało 4 uczestników. Sweet Girls, One Direction, Rebecca Ferguson i Matt Cardle.
.................................................................................
Po finale ogłoszenie wyników.
Chłopacy zaśpiewali Torn moją ulubioną piosenkę. Teraz ogłoszenie wyników. Ogłaszała je Nicole Scherzinger. Staliśmy na scenie przeplatani. Louis, ja, Harry, Cece, Niall, Caroline,Liam, Zayn. Matt i Rebecca stali kawałek od nas.
-Trzecie miejsce z ilością głosów 9569 zajmuje zespół One Direction.-Chłopacy byli szczęśliwi chociaż, że zajęli 3 miejsce.
-Teraz macie szanse wy wygrać.-Louis powiedział ja złapałam mocniej Hazze i Lou za ręce.
-2 miejsce z ilością głosów 10396 zajmuje Rebecca Fergusson.-Coraz większe szansę.-Pierwsze miejsce z ilością głosów 12459 oraz podpisanie kontraktu z Syco Music zajmuje.. Matt Cardle..-No i wszystkie nadzieje upadły. Po policzku zleciała mi łza Lou ją otarł.
-Skarbie nie płacz.-Przytulił mnie mocno do siebie.
-Harry, Zayn, Liam, Niall i Louis możecie na chwile zostać?-Nicole spytała ich.
-Oczywiście jeśli Sweet Girls mogą zostać z nami na scenie.-Odpowiedział loczek.
-Ależ nie ma problemu.- Nicole odpowiedziała.-Ktoś chcę z wami porozmawiać chłopcy. -Na scenę wszedł Paul Higgins.
-Chłopcy jeśli chcecie możecie podpisać ze mną kontrakt na 2 miliony w Syco Music. Nie ważne, że zajęliście trzecie miejsce ale słyszałem jak śpiewacie.-chłopcy spojrzeli się na siebie wzajemnie wiadomo jaką podjęli decyzję. Każda z nas po wiedziała.
-Niech dziewczyny sweet girls odpowiedzą za nas.-Nie no Lou nas rozwala po prostu. Mamy za nich decyzję podjąć. No wiemy co dla nich dobre. Ale lubimy ich wkręcać.
-Louis to mój chłopak- zaczęłam.
-Harry to mój chłopak-podążyła za mną Cece
-A Niall to mój chłopak-dokończyła Caroline.
-A Zayn to chłopak mojej siostry a Liam to chłopak Taylor Song. Tydzień temu odpadła-dążyłam dalej.
-Więc jeśli się zgodzimy too..-Cece spojrzała na Caroline.
-To nie będziemy się z nimi widywać i nie będą mieli dla nas czasu i znajdą sobie inne dziewczyny.-Chłopacy się na nas dziwnie spojrzeli. Caroline powiedziała
-Więęęcc- powiedziałyśmy razem i spojrzałyśmy się na siebie z "wyrzutem sumienia"
-Zgadzamy się!!-chłopacy się zaczęli wariować a my się śmiałyśmy. Cece z najmniejszym entuzjazmem. Lou do mnie podszedł.
-A zobaczysz ja sobie znajdę inną-pocałował mnie w czoło.
-A ja sobie znajdę innego. Nawet nie będę po tobie płakać.-przytuliłam się do niego. Poszliśmy do swoich pokoi. I za chwile Harry wpadł do naszego pokoju.
-Pochlej party się szykuje!! Yeeeaaah.-Przez ten rok pochlej party mieliśmy co tydzień a nawet kilka razy w tygodniu. Każdy znalazł swój sposób na kaca więc było git.
-Harry skarbie wynocha. Kocham cię ale muszę poważnie pogadać z Caroline i Victorią.-poleciała jej łza po policzku.
-Skarbeńku co się stało.-Harry podszedł do Cece i ją przytulił ale ona go ostro potraktowała.
-Harry kurwa wypierdalaj do Tomlinsona!!-On tylko podniósł ręce w geście obrony i wyszedł.
-Cece co się stało?-Zapytałam ją bo rozpłakała się.
-Noo.-dodała Caroline.
-Noo.. No bo..-nie mogła nic powiedzieć przez łzy.-No bo będzie mały Styles.-wtedy pokazała nam test ciążowy. Pozytywny.
-Coo?! Ale jak? Z tego co myślę to Harry nie wie?-zapytałam ją.
-Nie nie wie. Kurwa nie chce mu zniszczyć kariery.
-Czekaj z moich obliczeń wynosi, że wiesz już jakiś miesiąc.
-Skąd wiesz?-zapytała mnie.
-Bo od miesiąca nie pijesz z nami na pochlej party. Dlaczego nie powiedziałaś szybciej?!
-Bo się bałam.
-Taaak to teraz bój się jak powiesz to Hazzie.
-Nie powiem mu.
-Jak to nie musisz mu powiedzieć. Kurwa Cece 22!!!
-No pięknie po prostu zajebiście zabije nas. -Ja nie wiedziałam o co chodzi dziewczynom.
-A o co chodzi?
-Bo zdjęcie grupowe jest robione i chcą też z nami zdjęcie. Rozmowę dokończymy później. Ubieramy te sukienki i idziemy włosy mamy ogarnięte bo jeszcze po występie a ja zaraz do was dojdę tylko makijaż poprawię. -Uwierzyłam dziewczynom. Po co miały by kłamać. Ubrałam sukienkę dziewczyny też Cece została z pokoju a Caroline prowadziła mnie na dwór.
-Ej. Gdzie do chuja jest robione to zdjęcie?-Byłyśmy a raczej byłam koło fontanny bo jak się odwróciłam Caroline ani Cece nie było. Nie wiem dlaczego obeszłam fontannę dookoła. Stał tam stolik dla dwóch osób i świeżo zapalone świeczki. Wtedy przypomniało mi się, że ja i Lou mamy dziś rocznicę.
-Kurwa!-krzyknęłam i któś mi zakrył oczy.-odwal się człowieku!!
-Czy ładnie tak przeklinać? Jak mam sobie iść to idę.-Poznam ten głos wszędzie. Złapałam go za rękę.
-Louis skarbie przepraszaa ooo kurwa jaki sexy.-zmierzyłam mojego chłopaka wzrokiem. W garniturze wygląda bardzo słodko i sexy.
-OOoo kurwa jaka sexy.-zaśmialiśmy się. Louis złapał mnie za rękę i pomógł usiąść przy stoliku a zaś sam usiadł na przeciwko spojrzał mi głęboko w oczy. Teraz liczył się tylko on. Ale czy ja go kocham czy tylko rano sobie tak wmówiłam? Tak na pewno go kocham. Teraz to wiem i czuje.
-Podano do stołu.-odezwał się Liam w stroju kucharza i na nasze talerze położył po dwie marchewki.-To na pewno był pomysł Lou. Śmieszny a za razem słodki pomysł.-Bonne apetite.-Liaś się ukłonił po czym oddalił się od nas.
-Victoria mam coś dla ciebie.- Lou z fontanny wyjął woreczek czarny a z niego wyciągnął smukłe pudełeczko.-Proszę.-podał mi pudełko. Otworzyłam je i moim oczom ukazała się przepiękna bransoletka z białego złota i było na niej wygraderowane(czy jak to się tam pisze xD) Lou & Vicky <3 Forever toghetcher <3 16.07.10.zakręciła mi się łezka w oku, która po chwili zjawiła się na policzku.-Kocham Cię.-OMG. Powiedział to kocha mnie.
Wstałam a Louis zaraz po mnie.
-Louis nie mogę tego przyjąć.
-Ale dlaczego?-zrobił smutną minę.
-Bo ja dla ciebie nic nie mam.
-Nie muszę nic dostać od ciebie. Ważne, że ty jesteś ze mną. To mi wystarcza.-Pocałował mnie czule ale tak jak nigdy. Czułam jakby motyle z brzucha miały się zaraz wydostać na zewnątrz. Po pocałunku Lou założył bransoletkę na mój nadgarstek. Założyłam ręce na jego szyję.
-Nie wierzę, że wytrzymałam z tym wariatem prze de mną rok. Kocham cię.-znowu się pocałowaliśmy. Jednak chwilę później stało się coś co ani ja ani Louis nie przewidzieliśmy. Louis dostał telefon. Słyszałam jak Lou mówi że włączy na głośnik.
L:Harry mów teraz.
H:No bo zrezygnowaliśmy z pochlej party i postanowiliśmy się spakować no i skończyliśmy pakować mnie i ciebie i poszliśmy pakować dziewczyny i Caroline sięgała coś z półki w łazience i się potknęła i przewróciła się na Cece i Cece teraz leży w szpitalu bo głowę sobie rozwaliła bo uderzyła o kant od prysznica i krew jej leciała i ja wziąłem twój samochód i zawiozłem ją bo karetki pojeby nie mieli wolnej i ona jest nie przytomna.
V:Ja pierdole! Zaraz tam będziemy.-Harry się rozłączył i szybko pobiegliśmy do szpitala. Dobrze, że nie miałam szpilek tylko trampki. Po 10 minutach byliśmy w szpitalu. Niall czekał na nas przed wejściem. Pobiegliśmy do sali a właściwie przed salę gdzie leżała Cece. Wszyscy tam byli nawet Tay. Najbardziej płakała Caroline i Harry. Liam przytulał Hazze a Zayn Caroline. Brunetka zauważyła mnie i pobiegła bo mnie a ja ją przytuliłam.
-Vicky ja nie chciałam na nią się przewrócić. Przepraszam. Ja na prawdę nie chciałam.
-To nie jest twoja wina. Nie obwiniaj się.-wtedy z jej sali wyszedł lekarz. Louis bardzo płakał chociaż nie wiedziałam dlaczego.
-Kto tu jest z rodziny Cece Adams?
-Ja.-odezwał sie.....
Louis
Kurwa. To nie miało wyjść na jaw. Tak się omówiliśmy. Chcieliśmy im powiedzieć później. Ale dlaczego w takich okolicznościach. Płakałem jak bóbr bo ona jest moją.. Moją tak jakby siostrą. Moja mama wyszła za mąż za tatę Cece jest z nim nadal. Z jej sali wyszedł lekarz.
-Kto tu jest z rodziny Cece Adams?
-Ja-Odezwałem się bez wachania wszyscy się na mnie spojrzeli.
-Kim pan dla niej jest?
-Bratem.
-A więc panie Adams.
-Nie Tomlinson.
-Aha nie będę wnikał. Ale na pewno jest pan z rodziny?
-Tak.
-A więc. Stan pańskiej siostry nie zagraża życiu. Dziecku też nic nie jest. Zostanie jeszcze tydzień w szpitalu i zobaczymy co dalej.(O jakim on dziecku gada)
-Dobrze a czy możemy do niej wejść na chwilę?
-A ilu was tu jest?
-Ósemka.
-No dobrze ale proszę nie przemęczać Cece. Jest osłabiona max 20 minut możecie być tutaj.
-Dobrze.-lekarz poszedł i wszystkie oczy były skierowane na mnie.
-Siostra?!-Wszyscy powiedzieli chórem.
-Tak siostra. Możemy do niej wejść na 20 minut.
-To dlaczego nie była z tobą w Doncaster? Przed x-factorem?- zapytał Harry.
-Bo ona szybciej przyjechała do Londynu i postanowiliśmy że będziemy udawać, że się nie znamy.
Weszliśmy do niej. Miała bandaż na głowie ale grzebała już w telefonie.
-Jak się masz siostrzyczko?-zapytałem jej a ona się do mnie uśmiechnęła.
-Oni już wiedzą?
-Taaak. Który miesiąc?
-Ale o co ci chodzi?-zapytał Harry.
-Pierwszy.-Cece odpowiedziała-Harry będzie mały Styles, ale nie musisz się przyznawać zniszczysz sobie karierę już na samym początku.
-Chyba żartujesz!? Ja się ciesze jak nigdy. Może i mam 17 lat ale będę tatą. Yeaaah.
Victoria była smutna nie wiedziałem dlaczego. 20 minut minęło i poszliśmy do domu x-factora jutro się wyprowadzimy. Po drodze zatrzymałem Vicky. Reszcie kazałem iść do swoich pokoi.
-Dlaczego jesteś smutna?
-Bo nie powiedziałeś mi prawdy.
-A chcesz znać prawdę?
-Tak.
-To więc. 5 lat temu moja mama wyszła za mąż za tatę Cece. Nadal z nim jest. A ten brat co przywiózł jej niby walizki do ciebie to był nasz kumpel i były Cece. Matt.-Pocałowałem ją i poszliśmy do swoich pokoi. Po pół godzinie zasnąłem. Nie mogłem przestać myśleć o Vicky. O kurwa! Jutro po południu miałem z Cece jechać do Doncaster. Może Vicky pojedzie ze mną.
__________________________________________________________________________-
Sorry że tak długo nie dodawałam nowego wpisu. Mam nadzieje że się podobało.
16.07.10-to data ja Lou i Vicky zaczęli ze sobą być.
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział VX.- Kocham cię mamusiu.
Victoria
Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Nie pamiętałam nic po urwaniu się filmu. Na moim ciele poczułam ciepłą rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam właściciela ręki. Był to Louis. Co on tu do cholery robi?!
-Louis wstawaj!-krzyknęłam i zaczęłam go budzić. Po chwili się obudził.
-O cześć skarbie. Wyspałaś się?-zapytał mnie i chciał mnie pocałować ale ja go odsunęłam.
-Co ty tu do cholery robisz?!
-Ty mnie wczoraj tu zaprowadziłaś i nie chciałaś mnie wypuścić.
-A czy my wczoraj. No wiesz? Czy nie pamiętasz?
-Nie nic nie zaszło. To dostanę tego buziaka?-zapytał mnie i zrobił minę jak kot ze shreka. Pocałowaliśmy się i zapukał ktoś do drzwi i momentalnie wparował już myślałam, że mama. Ale na szczęście to była Cece.
-Wstałaś już Tooo... Ooo. Będę mogła być chrzestną? A w ogóle co on tu robi? Twoja mama nie będzie krzyczeć? Masz coś do picia? A tak w ogóle to cześć Lou.
-Nie nie będziesz chrzestną jak na razie. Między mną a Vicky nic nie zaszło.-Louis powiedział i wygramolił się z łóżka. Był w samych bokserkach. Nie wiedziałam czy mówił prawdę. Ubrał się w to co miał na sobie wczoraj. Cece wyszła z pokoju i po niej weszła Trina. No to się zacznie.
-Vicky?! Co on tu robi?
-Spał. Tylko jak on wyjdzie żeby mama go nie zauważyła?
-Mama pojechała do pracy. Tata dzwonił i pytał czy potwierdziliśmy zaproszenia. Ty masz szczęście, że mamy nie ma. Nie bój się nic jej nie powiem. Louis mam nadzieję, że nie będę jeszcze ciocią.-zaśmiała się.
-No następna. Nic nie było. Nie bój się.-Louis jej odpowiedział.-wyszła z pokoju a ja za nią krzyknęłam.
-Dzięki.
Wygramoliłam się z łóżka i poszłam na poranną toaletę był dziś chłodniejszy dzień, ubrałam się i umalowałam. Potem zeszłam na dół do kuchni. Tam Cece, Caroline, Trina i Louis leczyli kaca.
-Oj wy nie potraficie leczyć kaca. Ja wam pokaże jak to się robi.-z lodówki wzięłam mleko i nalałam sobie w szklankę. Wypiłam to i potem wycisnęłam sok z cytryny do szklanki. Również to wypiłam. -No za 10 nie będę miała kaca. Idziemy do Harrego?
-Macie marchewki?-Louis zapytał-Bo to moje lekarstwo na kaca
-Tak. W lodówce mi też wyciągnij marchewkę skarbie.-powiedziałam do niego zakładając buty co podobnie robiły dziewczyny.-Ej o której jedziemy do domu x-factora?
-Pójdziemy po chłopaków i nas mama Harrego zawiezie.-Cece powiedziała i otwierała drzwi.
Poszliśmy do domu Harrego. Z Lou szliśmy za rękę i zajadaliśmy marchewki. Caroline zapukała do drzwi. Otworzyła mama Harrego.
-Cześć Anne. Jak chłopacy?
-Hej kochani. Wejdźcie. Jak dobudzicie Harrego to będzie w miarę dobrze. -Wtedy z góry zszedł Zayn i Niall.
-Wy wyglądacie jak siedem nieszczęść.- Louis powiedział i się zaśmiał.- Gdzie Liam? Bo Harry śpi.
-On pewnie w łazience jest. Anne mogłabyś dać coś do picia?-Niall zapodał a Zayn mu przytaknął. Anne podała im sok pomarańczowy.
-Jak będziemy mieszkać w domu x-factora nie damy się namówić Hazzie na pochlej party. Pierwszy i ostatni raz.-Odezwał się Niall trzymający się za głowę.
-Idę go budzić.-powiedziałam i poszłam na górę do pokoju Harrego.
-Harry wstawaj!-krzyknęłam mu nad uchem.
-Mamo jeszcze pięć minut.-odezwał się i zakrył głowę poduszką.
-Ja nie jestem twoją mamą. Wstawaj. Uderzyłam go poduszką.
-Ja nie śpię.-odezwał się ale się nie podniósł. Ponownie go uderzyłam.-Czy ja śpię?-znowu to samo. Uderzyłam go wtedy się chyba zdenerwował.-Ja nie śpię!!!-krzyknął ale i tak nie wstał. Poszłam po inne środki. Przyszłam z powrotem z miską wody. Całą jej zawartość wylałam na jego głowę. On chyba myślał, że ja to Lou.-Louis kurwa zabiję Cię!!-Krzyknął i się zerwał z łóżka. Ja założyłam ręce na krzyż.-O Vicky. To ciebie zabiję. Zaczęłam przed nim uciekać.
Louis(w tym samym czasie.)
Patrzyłem na chłopaków. po prostu siedem nieszczęść. Jedliśmy kanapki zrobione przez Anne. Wtedy nagle z góry zbiegła Tori. Prawie zabiła się na schodach. Schowała się za wysepką w kuchni. Tam gdzie jedliśmy. Schowała się między moim miejscem a Liama.
-Mnie tu nie ma.-powiedziała i po chwili z góry zbiegł mokry Harry. Był wściekły.
-Gdzie jest Tori?-zapytał rozglądając się wszędzie.-Tori choć. Nic ci nie zrobię. Mam twoją mambę.-serio miał malinową mambę.
-Nie ma jej tu.-powiedziałem i spojrzałem na dół do Tori. I posłałem jej oczko.
-Haha Tori. Twój chłopak cię wydał patrząc się na ciebie.-Harry znalazł się koło mnie i wziął Victorię na ręce i wybiegł z nią do ogrodu. Nagle wszyscy usłyszeli plusk wody w basenie i śmiech Harrego. Wtedy nagle zaczął wołać o pomoc i wołał Tori. Wybiegłem jako pierwszy. Zobaczyłem, że Tori wypływa z wody plecami do góry. Wskoczyłem do wody i ją wyciągnąłem. Harry nadal ją wołał. Był bardzo przestraszony bo leżała bez ruchu. Chciałem jej robić sztuczne oddychanie ale ona się wtedy zaśmiała.
Victoria
Harry mnie wrzucił do basenu. Chciałam go trochę nastraszyć więc udawałam topielca. Pod wodą potrafię wstrzymać oddech na bardzo długo więc z tym nie było problemów. Poczułam, że ktoś mnie wyciąga w wody. Cały czas słyszałam jak Hazza mnie wołał. No dobra już najedli się strachu a i tak nie mogłam ze śmiechu. Zaśmiałam się i podniosłam się. Harry położył się na trawie. Louis momentalnie wstał i mnie mocno przytulił.
-Nie strasz mnie tak więcej.-pocałował mnie a potem przytulił
-Puść mnie bo mokry będziesz.-powiedziałam. Ale i tak mnie nie posłuchał.
Wszyscy się bardzo przestraszyli. Już chcieli wzywać karetkę.
-Ej dobra my idziemy po walizki. Tori się przebierze i jedziemy do domu x-factora.-Cece powiedziała i poszliśmy do mnie do domu. Przebrałam się, pożegnałyśmy się z Triną, wzieliśmy walizki, nie musieliśmy jechać do dziewczyn po walizki bo walizki Cece przywiózł jej brat a walizki Caroline zostały przywiezione przez jej mamę. Poszliśmy z powrotem do domu Harrego. Zapakowaliśmy walizki do samochodu Anne i pojechaliśmy od nas był spory kawałek do przejechania. Byliśmy na miejscu chłopacy wnieśli do środka nasze torby. My rozmawiałyśmy z mamą Harrego. Wtedy chłopacy przyszli do nas.
-Mamo będę tęsknił.-Harry przytulił się do Anne. Zakręciła mi się łezka w oku a Louis mnie przytulił.-Kocham cię mamusiu.-jeszcze bardziej się do niej przytulił. Po głosie było poznać, że chyba płakał.
-Harry skarbie. Ja też cię kocham. Dzwoń o każdej porze dnia i nocy.-Anne chyba też płakała.-Idź już przyjaciele na ciebie czekają.-Powiedziała i uśmiechnęła się do niego i pocałowała w nos i odjechała. Spojrzałam na Lou i mu spływały mu po policzkach łzy.
-Lou a tobie co?-zapytałam go a on się mocno do mnie przytulił.
-Przypomniało mi się jak żegnałem się z mamą, Fizzy, Lottie, Daisy i Phoebe.-przytuliłam go mocno do siebie i pocałowałam w policzek.
-A mnie kto przytuli.-powiedział Harry ze udawaną smutną miną i łzami po pożegnaniu z Anne. Cece go przytuliła i on to odwzajemnił. Poszliśmy do środka. Okazało się, że zostały 2 pokoje dla chłopaków i jeden dla dziewczyn. Poszłam po klucze do naszego pokoju. Chłopacy dogadują się jak oni będą spać.
-Ja po proszę klucze do pokoju dla dziewczyn.
-Ile będzie was tam mieszkać w tym pokoju?
-Trójka.
-Proszę.-pani Tracy bo tak miała napisane na plakietce podała nam 3 komplety kluczy. Chłopacy gdzieś zniknęli z poczekalni wzieliśmy nasze walizki i z dziewczynami udałyśmy się do naszego pokoju.
-Ej jaki numer pokoju mamy?-Cece powiedziała jak wsiedliśmy do windy.
-Yy.... 68.
-Ok.-poszłyśmy do naszego pokoju i rozpakowałyśmy się. Pokój był przytulny. Chłopacy nie dali znaku życia. Ciekawe co się z nimi dzieje.
-Choćcie zobaczyć jakich mamy sąsiadów najpierw pokój na przeciwko a potem 67 i 69.-Powiedziała Caroline. Wyszłyśmy pokój na przeciwko nas miał numer 60. Zapukałam i otworzyła nam brunetka.
-Cześć, mogę w czymś pomóc?-powiedziała.
-Nie nic. Niedawno tu przyjechaliśmy i chcemy poznać naszych sąsiadów. Ja jestem Caroline, blondynka to Cece i brunetka to Victoria.
-Miło mi a ja to...-Vicky dokończyła za nią.
-Taylor Song.
-Tak skąd wiesz?
Wczoraj jak dowiedziałaś się, że przeszłaś dalej i prawie upadłaś na scenie złapał cię nasz przyjaciel. Liam
-Ach no tak. Ej a w ogóle on ma dziewczynę?
-Nie nie ma. Dobra my idziemy dalej poznawać naszych sąsiadów. Powiem Liasiowi w którym pokoju mieszkasz bo mu się chyba podobasz ale to nie jest nic pewnego.
Okej.-wymieniłyśmy się numerami i poszłyśmy do pokoju obok naszego 67. Zapukałam i było słychać hałas. Otworzył Niall. Jego uwagę przykuła Caroline.
-Cześć. Poznajemy naszych sąsiadów ja jestem Caroline to jest Cece a to Victoria a ty jesteś?
-Niall. Życzę wam powodzenia.-zaśmiał się i nie chciał powiedzieć o co mu chodzi.
-Z kim jesteś w pokoju?-zapytałam bo byłam ciekawa gdzie w pokoju jest mój chłopak.
Wejdźcie i zobacz.-weszłyśmy do pokoju stały 3 łóżka. 2 czyste i jedno zawalone ubraniami i duperelami do włosów. Lakiery itp.
-O mój boże.-reakcja Cece na zobaczenie tego łóżka.-kogo to łóżko?
-Zayna, Liam jest w łazience a Zayn poszedł po chipsy. Jesteśmy tu 10 minut już się boje co będzie później.
-Dobra my idziemy zobaczyć kto mieszka w 69 bo w 60 mieszka Taylor. Przekaż Liasiowi.
-Okej.-poszłyśmy do pokoju 69 zapukała Caroline. Ktoś wykrzyczał proszę. Weszłyśmy i nie mogłyśmy uwierzyć. Na podłodze walały się chipsy, żelki ubrania jakieś cukierki i nie wiadomo jeszcze co. Była nawet suszarka do włosów. Na jednym łóżku leżało 2 chłopaków.
-O cześć skarbie.-Jeden z nich odezwał się do mnie.
-Cześć Louis.- odpowiedziałam mu.
-Ooo matko co wy tu zrobiliście.-Cece złapała się za głowę.
-Chyba nie będziemy was tutaj za często odwiedzać ani wy nas bo nie chcemy mieć takiego bałaganu.-powiedziałam a Lou zrobił dziwną minę.
-Ja będę się wkradał do waszego pokoju chociaż po to żeby was przytulić-powiedział Harry i pokazał swoje dołeczki. Wtedy do Louisa zadzwonił telefon. Wyszedł na balkon śmiał się rozmawiał.
-Hazz nie wiesz z kim on rozmawia?-zapytałam go bo nawet nie powiedział kto dzwoni.
-Niee ale wypytam go.
-Dobra my idziemy do siebie do pokoju i zaprosimy Taylor. Zrobimy sobie wieczorek zapoznawczy.-Caroline powiedziała i wyszłyśmy ja poszłam do Taylor i ją zaprosiłam. Jak zna Lou to wypytam ją co nie co na jego temat. Taylor od razu się zgodziła i przyszłyśmy do naszego pokoju. Gadałyśmy dosyć długo i wtedy Tay zadała nam pytanie.
-Eej a kto wam się podoba z chłopaków z One Direction?
-Mi oczywiście i nieodwracalnie Louis Tomlinson.-powiedziałam i się zarumieniłam.
-No mi to się podoba Harry no Styles.-odpowiedziała Cece.
-Mi to Niall Horan. A tobie Liaś się podoba?-Caroline powiedziała i spojrzała na Tay.
-Noo mi się podoba Liam. Tori tobie się podoba Lou jak co ja cię mogę z nim spiknąć bo ja go znam dosyć długo bo kiedyś byłam jego sąsiadką w Doncaster.
-Niee to nic nie pomoże bo on jest moim chłopakiem już.-zaśmiałam się Cece i Caroline też.
-Oo to szczęścia życzę. Po rozstaniu z Hannah nie chciał się z nikim wiązać.
-Z jaką Hannah?-zapytałam bo Lou nie wspominał mi o niej.
-Z Hannah Walker byli ze sobą 2 lata. 3 miesiące temu zerwali. Pokłócili się o to że Lou chciał iść do x-factora. Hannah była spoko ale zaczęło jej odbijać jak Lou chciał spełniać swoje marzenia.
-Aha. Ej to my cię spikniemy z Liasiem. Jak na zawołanie Liaś wparował do nas do pokoju.
-Vicky. Louis powiedział, że zdaje na prawko jak on chce zdawać to ja postawie mu gumowe drzewa. On i samochód w jednym zdaniu to zagłada on po prostu teraz dał się poznać i nie jest wcale cichy. Tomlinson i spokój to jak ogień i woda oo cześć Taylor.
-Po prostu Tay. Nie lubię jak ktoś mówi do mnie Taylor.-Uśmiechnęła się do niego a on stał wpatrzony w nią jak w obrazek.
-Jak Lou chce zdawać na prawko. On chce się zabić. Nie no nie wiedziałam, że Lou ma ADHD. Spędzam z nim najwięcej czasu i nie zdążyłam tego zauważyć. A co tam najwyżej się zabije.-zaśmiałam się.
Gadaliśmy dosyć długo Tay i Li poszli na spacer a my poszłyśmy spać. Przez pół godziny starałyśmy się zasnąć bo Lou i Hazz się kłucili wreszcie się uspokoili i zasnęłyśmy.
Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Nie pamiętałam nic po urwaniu się filmu. Na moim ciele poczułam ciepłą rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam właściciela ręki. Był to Louis. Co on tu do cholery robi?!
-Louis wstawaj!-krzyknęłam i zaczęłam go budzić. Po chwili się obudził.
-O cześć skarbie. Wyspałaś się?-zapytał mnie i chciał mnie pocałować ale ja go odsunęłam.
-Co ty tu do cholery robisz?!
-Ty mnie wczoraj tu zaprowadziłaś i nie chciałaś mnie wypuścić.
-A czy my wczoraj. No wiesz? Czy nie pamiętasz?
-Nie nic nie zaszło. To dostanę tego buziaka?-zapytał mnie i zrobił minę jak kot ze shreka. Pocałowaliśmy się i zapukał ktoś do drzwi i momentalnie wparował już myślałam, że mama. Ale na szczęście to była Cece.
-Wstałaś już Tooo... Ooo. Będę mogła być chrzestną? A w ogóle co on tu robi? Twoja mama nie będzie krzyczeć? Masz coś do picia? A tak w ogóle to cześć Lou.
-Nie nie będziesz chrzestną jak na razie. Między mną a Vicky nic nie zaszło.-Louis powiedział i wygramolił się z łóżka. Był w samych bokserkach. Nie wiedziałam czy mówił prawdę. Ubrał się w to co miał na sobie wczoraj. Cece wyszła z pokoju i po niej weszła Trina. No to się zacznie.
-Vicky?! Co on tu robi?
-Spał. Tylko jak on wyjdzie żeby mama go nie zauważyła?
-Mama pojechała do pracy. Tata dzwonił i pytał czy potwierdziliśmy zaproszenia. Ty masz szczęście, że mamy nie ma. Nie bój się nic jej nie powiem. Louis mam nadzieję, że nie będę jeszcze ciocią.-zaśmiała się.
-No następna. Nic nie było. Nie bój się.-Louis jej odpowiedział.-wyszła z pokoju a ja za nią krzyknęłam.
-Dzięki.
Wygramoliłam się z łóżka i poszłam na poranną toaletę był dziś chłodniejszy dzień, ubrałam się i umalowałam. Potem zeszłam na dół do kuchni. Tam Cece, Caroline, Trina i Louis leczyli kaca.
-Oj wy nie potraficie leczyć kaca. Ja wam pokaże jak to się robi.-z lodówki wzięłam mleko i nalałam sobie w szklankę. Wypiłam to i potem wycisnęłam sok z cytryny do szklanki. Również to wypiłam. -No za 10 nie będę miała kaca. Idziemy do Harrego?
-Macie marchewki?-Louis zapytał-Bo to moje lekarstwo na kaca
-Tak. W lodówce mi też wyciągnij marchewkę skarbie.-powiedziałam do niego zakładając buty co podobnie robiły dziewczyny.-Ej o której jedziemy do domu x-factora?
-Pójdziemy po chłopaków i nas mama Harrego zawiezie.-Cece powiedziała i otwierała drzwi.
Poszliśmy do domu Harrego. Z Lou szliśmy za rękę i zajadaliśmy marchewki. Caroline zapukała do drzwi. Otworzyła mama Harrego.
-Cześć Anne. Jak chłopacy?
-Hej kochani. Wejdźcie. Jak dobudzicie Harrego to będzie w miarę dobrze. -Wtedy z góry zszedł Zayn i Niall.
-Wy wyglądacie jak siedem nieszczęść.- Louis powiedział i się zaśmiał.- Gdzie Liam? Bo Harry śpi.
-On pewnie w łazience jest. Anne mogłabyś dać coś do picia?-Niall zapodał a Zayn mu przytaknął. Anne podała im sok pomarańczowy.
-Jak będziemy mieszkać w domu x-factora nie damy się namówić Hazzie na pochlej party. Pierwszy i ostatni raz.-Odezwał się Niall trzymający się za głowę.
-Idę go budzić.-powiedziałam i poszłam na górę do pokoju Harrego.
-Harry wstawaj!-krzyknęłam mu nad uchem.
-Mamo jeszcze pięć minut.-odezwał się i zakrył głowę poduszką.
-Ja nie jestem twoją mamą. Wstawaj. Uderzyłam go poduszką.
-Ja nie śpię.-odezwał się ale się nie podniósł. Ponownie go uderzyłam.-Czy ja śpię?-znowu to samo. Uderzyłam go wtedy się chyba zdenerwował.-Ja nie śpię!!!-krzyknął ale i tak nie wstał. Poszłam po inne środki. Przyszłam z powrotem z miską wody. Całą jej zawartość wylałam na jego głowę. On chyba myślał, że ja to Lou.-Louis kurwa zabiję Cię!!-Krzyknął i się zerwał z łóżka. Ja założyłam ręce na krzyż.-O Vicky. To ciebie zabiję. Zaczęłam przed nim uciekać.
Louis(w tym samym czasie.)
Patrzyłem na chłopaków. po prostu siedem nieszczęść. Jedliśmy kanapki zrobione przez Anne. Wtedy nagle z góry zbiegła Tori. Prawie zabiła się na schodach. Schowała się za wysepką w kuchni. Tam gdzie jedliśmy. Schowała się między moim miejscem a Liama.
-Mnie tu nie ma.-powiedziała i po chwili z góry zbiegł mokry Harry. Był wściekły.
-Gdzie jest Tori?-zapytał rozglądając się wszędzie.-Tori choć. Nic ci nie zrobię. Mam twoją mambę.-serio miał malinową mambę.
-Nie ma jej tu.-powiedziałem i spojrzałem na dół do Tori. I posłałem jej oczko.
-Haha Tori. Twój chłopak cię wydał patrząc się na ciebie.-Harry znalazł się koło mnie i wziął Victorię na ręce i wybiegł z nią do ogrodu. Nagle wszyscy usłyszeli plusk wody w basenie i śmiech Harrego. Wtedy nagle zaczął wołać o pomoc i wołał Tori. Wybiegłem jako pierwszy. Zobaczyłem, że Tori wypływa z wody plecami do góry. Wskoczyłem do wody i ją wyciągnąłem. Harry nadal ją wołał. Był bardzo przestraszony bo leżała bez ruchu. Chciałem jej robić sztuczne oddychanie ale ona się wtedy zaśmiała.
Victoria
Harry mnie wrzucił do basenu. Chciałam go trochę nastraszyć więc udawałam topielca. Pod wodą potrafię wstrzymać oddech na bardzo długo więc z tym nie było problemów. Poczułam, że ktoś mnie wyciąga w wody. Cały czas słyszałam jak Hazza mnie wołał. No dobra już najedli się strachu a i tak nie mogłam ze śmiechu. Zaśmiałam się i podniosłam się. Harry położył się na trawie. Louis momentalnie wstał i mnie mocno przytulił.
-Nie strasz mnie tak więcej.-pocałował mnie a potem przytulił
-Puść mnie bo mokry będziesz.-powiedziałam. Ale i tak mnie nie posłuchał.
Wszyscy się bardzo przestraszyli. Już chcieli wzywać karetkę.
-Ej dobra my idziemy po walizki. Tori się przebierze i jedziemy do domu x-factora.-Cece powiedziała i poszliśmy do mnie do domu. Przebrałam się, pożegnałyśmy się z Triną, wzieliśmy walizki, nie musieliśmy jechać do dziewczyn po walizki bo walizki Cece przywiózł jej brat a walizki Caroline zostały przywiezione przez jej mamę. Poszliśmy z powrotem do domu Harrego. Zapakowaliśmy walizki do samochodu Anne i pojechaliśmy od nas był spory kawałek do przejechania. Byliśmy na miejscu chłopacy wnieśli do środka nasze torby. My rozmawiałyśmy z mamą Harrego. Wtedy chłopacy przyszli do nas.
-Mamo będę tęsknił.-Harry przytulił się do Anne. Zakręciła mi się łezka w oku a Louis mnie przytulił.-Kocham cię mamusiu.-jeszcze bardziej się do niej przytulił. Po głosie było poznać, że chyba płakał.
-Harry skarbie. Ja też cię kocham. Dzwoń o każdej porze dnia i nocy.-Anne chyba też płakała.-Idź już przyjaciele na ciebie czekają.-Powiedziała i uśmiechnęła się do niego i pocałowała w nos i odjechała. Spojrzałam na Lou i mu spływały mu po policzkach łzy.
-Lou a tobie co?-zapytałam go a on się mocno do mnie przytulił.
-Przypomniało mi się jak żegnałem się z mamą, Fizzy, Lottie, Daisy i Phoebe.-przytuliłam go mocno do siebie i pocałowałam w policzek.
-A mnie kto przytuli.-powiedział Harry ze udawaną smutną miną i łzami po pożegnaniu z Anne. Cece go przytuliła i on to odwzajemnił. Poszliśmy do środka. Okazało się, że zostały 2 pokoje dla chłopaków i jeden dla dziewczyn. Poszłam po klucze do naszego pokoju. Chłopacy dogadują się jak oni będą spać.
-Ja po proszę klucze do pokoju dla dziewczyn.
-Ile będzie was tam mieszkać w tym pokoju?
-Trójka.
-Proszę.-pani Tracy bo tak miała napisane na plakietce podała nam 3 komplety kluczy. Chłopacy gdzieś zniknęli z poczekalni wzieliśmy nasze walizki i z dziewczynami udałyśmy się do naszego pokoju.
-Ej jaki numer pokoju mamy?-Cece powiedziała jak wsiedliśmy do windy.
-Yy.... 68.
-Ok.-poszłyśmy do naszego pokoju i rozpakowałyśmy się. Pokój był przytulny. Chłopacy nie dali znaku życia. Ciekawe co się z nimi dzieje.
-Choćcie zobaczyć jakich mamy sąsiadów najpierw pokój na przeciwko a potem 67 i 69.-Powiedziała Caroline. Wyszłyśmy pokój na przeciwko nas miał numer 60. Zapukałam i otworzyła nam brunetka.
-Cześć, mogę w czymś pomóc?-powiedziała.
-Nie nic. Niedawno tu przyjechaliśmy i chcemy poznać naszych sąsiadów. Ja jestem Caroline, blondynka to Cece i brunetka to Victoria.
-Miło mi a ja to...-Vicky dokończyła za nią.
-Taylor Song.
-Tak skąd wiesz?
Wczoraj jak dowiedziałaś się, że przeszłaś dalej i prawie upadłaś na scenie złapał cię nasz przyjaciel. Liam
-Ach no tak. Ej a w ogóle on ma dziewczynę?
-Nie nie ma. Dobra my idziemy dalej poznawać naszych sąsiadów. Powiem Liasiowi w którym pokoju mieszkasz bo mu się chyba podobasz ale to nie jest nic pewnego.
Okej.-wymieniłyśmy się numerami i poszłyśmy do pokoju obok naszego 67. Zapukałam i było słychać hałas. Otworzył Niall. Jego uwagę przykuła Caroline.
-Cześć. Poznajemy naszych sąsiadów ja jestem Caroline to jest Cece a to Victoria a ty jesteś?
-Niall. Życzę wam powodzenia.-zaśmiał się i nie chciał powiedzieć o co mu chodzi.
-Z kim jesteś w pokoju?-zapytałam bo byłam ciekawa gdzie w pokoju jest mój chłopak.
Wejdźcie i zobacz.-weszłyśmy do pokoju stały 3 łóżka. 2 czyste i jedno zawalone ubraniami i duperelami do włosów. Lakiery itp.
-O mój boże.-reakcja Cece na zobaczenie tego łóżka.-kogo to łóżko?
-Zayna, Liam jest w łazience a Zayn poszedł po chipsy. Jesteśmy tu 10 minut już się boje co będzie później.
-Dobra my idziemy zobaczyć kto mieszka w 69 bo w 60 mieszka Taylor. Przekaż Liasiowi.
-Okej.-poszłyśmy do pokoju 69 zapukała Caroline. Ktoś wykrzyczał proszę. Weszłyśmy i nie mogłyśmy uwierzyć. Na podłodze walały się chipsy, żelki ubrania jakieś cukierki i nie wiadomo jeszcze co. Była nawet suszarka do włosów. Na jednym łóżku leżało 2 chłopaków.
-O cześć skarbie.-Jeden z nich odezwał się do mnie.
-Cześć Louis.- odpowiedziałam mu.
-Ooo matko co wy tu zrobiliście.-Cece złapała się za głowę.
-Chyba nie będziemy was tutaj za często odwiedzać ani wy nas bo nie chcemy mieć takiego bałaganu.-powiedziałam a Lou zrobił dziwną minę.
-Ja będę się wkradał do waszego pokoju chociaż po to żeby was przytulić-powiedział Harry i pokazał swoje dołeczki. Wtedy do Louisa zadzwonił telefon. Wyszedł na balkon śmiał się rozmawiał.
-Hazz nie wiesz z kim on rozmawia?-zapytałam go bo nawet nie powiedział kto dzwoni.
-Niee ale wypytam go.
-Dobra my idziemy do siebie do pokoju i zaprosimy Taylor. Zrobimy sobie wieczorek zapoznawczy.-Caroline powiedziała i wyszłyśmy ja poszłam do Taylor i ją zaprosiłam. Jak zna Lou to wypytam ją co nie co na jego temat. Taylor od razu się zgodziła i przyszłyśmy do naszego pokoju. Gadałyśmy dosyć długo i wtedy Tay zadała nam pytanie.
-Eej a kto wam się podoba z chłopaków z One Direction?
-Mi oczywiście i nieodwracalnie Louis Tomlinson.-powiedziałam i się zarumieniłam.
-No mi to się podoba Harry no Styles.-odpowiedziała Cece.
-Mi to Niall Horan. A tobie Liaś się podoba?-Caroline powiedziała i spojrzała na Tay.
-Noo mi się podoba Liam. Tori tobie się podoba Lou jak co ja cię mogę z nim spiknąć bo ja go znam dosyć długo bo kiedyś byłam jego sąsiadką w Doncaster.
-Niee to nic nie pomoże bo on jest moim chłopakiem już.-zaśmiałam się Cece i Caroline też.
-Oo to szczęścia życzę. Po rozstaniu z Hannah nie chciał się z nikim wiązać.
-Z jaką Hannah?-zapytałam bo Lou nie wspominał mi o niej.
-Z Hannah Walker byli ze sobą 2 lata. 3 miesiące temu zerwali. Pokłócili się o to że Lou chciał iść do x-factora. Hannah była spoko ale zaczęło jej odbijać jak Lou chciał spełniać swoje marzenia.
-Aha. Ej to my cię spikniemy z Liasiem. Jak na zawołanie Liaś wparował do nas do pokoju.
-Vicky. Louis powiedział, że zdaje na prawko jak on chce zdawać to ja postawie mu gumowe drzewa. On i samochód w jednym zdaniu to zagłada on po prostu teraz dał się poznać i nie jest wcale cichy. Tomlinson i spokój to jak ogień i woda oo cześć Taylor.
-Po prostu Tay. Nie lubię jak ktoś mówi do mnie Taylor.-Uśmiechnęła się do niego a on stał wpatrzony w nią jak w obrazek.
-Jak Lou chce zdawać na prawko. On chce się zabić. Nie no nie wiedziałam, że Lou ma ADHD. Spędzam z nim najwięcej czasu i nie zdążyłam tego zauważyć. A co tam najwyżej się zabije.-zaśmiałam się.
Gadaliśmy dosyć długo Tay i Li poszli na spacer a my poszłyśmy spać. Przez pół godziny starałyśmy się zasnąć bo Lou i Hazz się kłucili wreszcie się uspokoili i zasnęłyśmy.
wtorek, 9 lipca 2013
Rozdział VIII.- Ty palisz?!
Nadszedł dzień na który cała nasza ósemka czekała. X-factor. Mieliśmy być nam na 15 więc mieliśmy trochę czasu by poćwiczyć. Denerwowałam się jak nigdy. Nie wiedziałam czy przejdziemy i dojdziemy do finału. Dostałam od każdego smsa.
Louis:'' Hej słonko. Nie denerwuj się. Damy radę. Przejdziemy na pewno. Sweet girls i One Direction są świetnymi zespołami. Ale wy na pewno skopiecie nam tyłki. :*"
Harry:" Hej mała. Denerwuje się jak nigdy. Mam nadzieję, że ty nie i podtrzymasz mnie na duchu. Kocham cię moja siostrzyczko. ;D''
Liam: Damy radę tak? Oczywiście, że damy radę. Długo ćwiczyliśmy i damy radę.
Niall: " Przez ten stres wyczyściłem lodówkę Harrego w nocy myślisz, że jego mama będzie zła?-Heh. Cały Niall mógłby jeść i jeść.
Zayn:" Ja tam się nie denerwuję. Trzeba być pewnym siebie. :)
Cece: "Damy radę mała. Zaśpiewamy i za tydzień śpiewamy jeszcze raz. I tak do finału. Sweet girls podbije świat!!
Caroline: Przez te nerwy zapominam chwytów do gitary do piosenki co mamy śpiewać ale na pewno damy radę. 3maj się. :*"
Odczytałam wszystkie sms'y i wstałam z łóżka. Wzięłam ciuchy i poszłam do toalety. Umyłam się. Wysuszyłam włosy. I ubrałam się. Później się przebierzemy. znaczy stylistki nas ubiorą. Poszłam do Harrego dziewczyny już tam były. Zadzwoniłam do drzwi i otworzyła mama Harrego.
-Dzieńdobry pani jest Harry?-z grzeczności zapytałam. Dokładnie wiedziałam, że jest w domu w swoim pokoju w chłopakami i dziewczynami. Chyba nawet Trina tam była.
-Cześć. Jeszcze się nie nauczyłaś. Do mnie mówi się po imieniu. Jeszcze raz.
-Cześć Anne. Jest Harry?
-Jest u siebie w pokoju.
Szłam do pokoju i po drodze napotknęłam się na brunetkę.
-Y przepraszam powinnam uważać.
-Ej to ty jesteś przyjaciółką Harrego. Wróciłam dziś rano jestem Gemma. Siostra Harrego.
-Ja jestem Victoria. Tak jestem przyjaciółką Harrego.
-Ej a ten Louis jest wolny? Jakie z niego ciacho.
-Nie ja jestem jego dziewczyną. Tak wiem, że z niego ciacho.
-Sorka nie wiedziałam. Troszcz się o niego. Bye. -brunetka zeszła ze schodów i wyszła z domu a ja wkroczyłam do pokoju Harrego.
-Co jest kurwa grane?-wskoczyłam do pokoju Harrego z udawaną złością. A oni patrzeli się na mnie z miną WTF?! Zaczęłam się śmiać.
-Co wy zrobiliście z moją grzeczną siostrzyczką. -Harry mnie tak do siebie przytulił, że nie mogłam oddychać i jeszcze głaskał mnie po całej twarzy. Każdy się śmiał nawet Louis.
-Ej bo mi dziewczynę udusisz. I gdzie znajdę takiego drugiego aniołka.-Louis podszedł do mnie i pocałował czule.
-Ej Louis. Tak sobie myślę, że to nie jest aniołek. Ale znaczy to że od aniołka ma skrzydełka a charakter ma diabełka.-Liam powiedział a Lou się na mnie spojrzał.
-Też tak myślę bo całuje jak diablica.-uśmiechnął się do mnie i skradł pojedynczego całusa. Wszyscy się zaśmiali. Do 14 byliśmy u Harrego w domu. Zabraliśmy potrzebne rzeczy i mama Harrego zawiozła nas na występ. Stylistki zrobiły nas na bóstwo chłopaków jeszcze nie widzieliśmy.
Cece miała tą sukienkę : śliczna
Caroline taką: cudowna
Ja taką: OMG?! Jak ja ładnie w niej wyglądam dziewczyny też przyznały mi rację.
Występowałyśmy po chłopakach. Oni też wyglądali. Wow. No po prostu zajebiście. Oni zakończyli swój występ i się do nas przytulili. Louis mnie czule pocałował i życzył powodzenia.
-Hej to ja jestem od życzenia Vicky powodzenia jak śpiewa. Na castingu też jej życzyłem powodzenia.
-To wszyscy możecie nam życzyć powodzenia. Cmoknęłam Lou w usta a Harrego w policzek i poszłam na scenę z dziewczynami. Zaśpiewałyśmy. Zeszłyśmy ze sceny i rzuciłyśmy się na chłopaków którzy stali za sceną.
-I widzisz wszystkim poszło świetnie. Będziemy mieszkać w tym samym domu a może i pokoju.-Louis zakręcił mną kilka razy i pocałował. Czekaliśmy jeszcze na to kto odpadnie a kto zostanie i będzie mieszkał w domu x-factora. Wreszcie wyczekany moment wszyscy wyszli na scenę.
-Do następnego etapu przechodzą. Taylor Song.- brunetka o mało co nie zemdlała na scenie a nasz dzielny i odpowiedzialny Liaś złapał ją. Jakież to romantyczne. Aww.- Matt Cardle, Rebecca Ferguson i -czyli jeszcze jedna osoba albo zespół.-Oh przepraszam myślałem, że to jeden zespół. Przechodzą One Direction i Sweet Girls. Gratuluje.-Płakałam ze szczęścia. Louis wskoczył na Harrego. Zaczął się wydzierać i skakać z radości mnie nawet wziął na barana i biegać po całej scenie.
-Jest! Udało się!-po tych słowach stanął i ucichł na chwilę.-Jedziemy po ciuchy.- złapał dwie osoby za rękę które stały obok niego. Wypadło na mnie i Liama który spokojnie rozmawiał z niejaką Taylor.
-Louis ja tu przeprowadzam rozmowę.-warknął Liam na Lou.
-Liam daj spokój dziś wieczorem z nią pogadasz. Tay też przeszła.
-Dlaczego ty do niej mówisz Tay?-zapytałam bo ja ją widzę pierwszy raz na oczy.
-Moja mama zna jej rodziców i często przychodziła z nimi do nas jak jeszcze mieszkała w Doncarster. Ej ej ej. Czy my się tu wprowadzamy do końca x-factora?
-Louis tak. Ale możemy się wprowadzić jutro kto jak woli. Taylor też się jutro wprowadza.
-Czyli mamy okazję do zrobienia pochlej party w jakimś klubie. Yeeaah!!-krzyknął Harry i ukazały się jego dołeczki.-Louis zrobił do niego minę bitch please, która mnie totalnie urzekła.
-Ta i ciekawe kto ci kupi ten alkochol hmm?-Louis powiedział do niego bo wiedział że chodzi o niego bo już traktują go jak pełnoletniego ale po chwili zrobił duże oczy i minę zbitego szczeniaka.-Czyli jak będę mieszkał w Londynie to nie będzie mnie w Doncaster czyli nie będę w domu nie będę widział moich siostrzyczek mojej mamy. Zadzwonie do niej.-Przyjechała po nas mama Harrego. Louis gadał ze swoją mamą i siostrami bite 2 godziny. Ja i dziewczyny poszłyśmy do mojego domu i miałyśmy się zamiar przebrać na pochlej party, które miało być godzinę później bo była 18. Ja oczywiście nie będę piła. Ktoś będzie musiał być trzeźwy żeby ich odprowadzić wszystkich do domu. Dziewczyny zostają u mnie na noc i rano pojadą po rzeczy i do domu x-factora.
-Ty ubierz to.-Cece robiła nam za stylistkę. Pierwsze słowa jako stylistka skierowała do mnie.
-Caroline ty to. A ja ubiorę to. Wiecie lepiej nie ubierać sukienek czy miniówek bo jak jakiś zbok się przyczepi. A chłopacy będą pijani to żaden nie pomoże.
-Ja bym nawet nie chciała. Bo te stylówy są zajebiste.-I się zaczęło grzeczna Victoria zmienia się w niegrzeczną Vicky. Dziewczyny nie zwracają na to, że przeklinam.
-No ja też. One są mega zajebiste.-Caroline już zdążyła się przebrać.
-No wiecie. Dla zajebistych dziewczyn zajebiste stylówy.
Chłopacy zadzwonili do drzwi z nami szła moja siostra ona też piła. Zaczęliśmy się śmiać bo ja i Lou mieliśmy takie same czapki. Ubrała czarną sukienkę i białe szpilki. Poszliśmy do klubu. Harry od razu zaciągnął mojego chłopaka do baru, żeby kupił mu drinka. Poszłam z nimi bo Lou nie chciał mnie puścić żeby mnie nikt nie podrywał.
-Ty też chcesz coś słońce?-Louis mnie zapytał. Za nami stała reszta chłopaków i dziewczyny.
-Nie. Dziękuje ale ktoś was tu musi pilnować.-odpowiedziałam.-wiecie jak troche będziecie pijani.-pocałowałam go w policzek.
-No dobra ale jak będziesz coś chciała to mów. Tylko jak co mam osiemnastkę skończoną. Bo ja mam urodziny 24 grudnia.
-Ok. Zaraz zaraz. 24 grudnia?
-Tak moja mama zrobiła mojemu tacie prezent na święta bo urodziłem się tydzień wcześniej.
-To moja mama zrobiła mojemu tacie taki sam prezent bo urodziłam się tydzień później.
-Czyli mamy w ten sam dzień urodziny? Świetnie!
-Jak będziemy najebani. Liam dzwoń po moją mamę to przyjedzie po nas. Ona nic nie powie.
Zaraz po kupieniu drinków i piw dla naszych przyjaciół Louis porwał mnie na parkiet tak samo zrobił Niall z Caroline, Harry z Cece i Zayn z Triną. Liam siedział przy stoliku.
-Louis pójdziesz mi kupić piwo? Jabłkowe najlepiej.
-Co tylko chcesz skarbie.-pocałował mnie i poszedł ja na chwilę poszłam do Liama.
-A ty nie pijesz?-zapytałam przyjaciela.
-Nie ja mam chorą nerkę. Nie mogę dużo pić co najwyżej piwo.-wskazał na wysoką szklankę z piwem, która należała do niego.-Ty możesz pić spokojnie, jak coś to ja was będę pilnował.
-Ogólnie to ja nie piję. Nie lubię. Ale piwa też się napije tylko ja poprosiłam Lou żeby kupił mi jabłkowe.
Tylko wiesz spojrzałam na stolik Harrego, Nialla, Cece, Caroline i wygląda na to, że będą mieli pożądnego kaca.. -Louis przyszedł z moim piwem i wypiłam pół od razu. Louis się na mnie spojrzał ze zdziwieniem
-Podobno nie lubisz pić.-Liam odezwał się do mnie i zaśmiał się.
-Od czasu do czasu lubie i jak jest jakaś okazja.-Po 2 godzinach zabawy się trochę wstawiłam. Jak inni oprócz Li. Wyszłam na dwór się przewietrzyć. Jak pije jest w tym jeden plus. Jak jestem jak to sie mówi najebana w 4 dupy to nie rzygam. Zauważyłam jednego z moich przyjaciół i chłopaka mojej siostry. Po chwili zgromadził się koło niego dym.
-Zayn? -po takiej ilości alkocholu mogłam go z kimś pomylić. Jednak upewniłam się i to był on.
-Tak Tori?-odpowiedział pytając.
-Ty palisz?!-zapytałam podnosząc głos prawie krzycząc.-Trina wie?-zapytałam już trochę ciszej.
-Nie wie i na razie niech tak będzie.
-Masz jeszcze jakieś fajki?
-No prawie całą paczkę.
-Daj je.- wyciągnęłam rękę i na mojej dłoni pojawiła się paczka czerwonych malboro. Wyciągnęłam jednego papierosa a resztę włożyłam do kieszeni moich spodni.
-Ej co ty robisz?-zapytał.
-Nie będziesz palił. Rzucasz to.
-To po co ci ten jeden papieros?-zapytał i wskazał na moją rękę.
-Daj zapalniczkę.-wykonał prośbę odpaliłam papierosa i się zaciągnęłam zaczęłam się dusić.
-Ty chyba chcesz, żeby Louis mnie zabił, że dałem ci fajkę.-znowu się zaciągnęłam i już się nie dusiłam.
-To on wie, że ty palisz?!
-Tak chłopacy wiedzą i Ty. Trina, Cece i Caroline może dowiedzą się później. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i poszliśmy się dalej bawić. Tańczyłam z Louisem i zachwiałam się i upadłam na ziemię. Louis zaczął się śmiać ale po chwili kiedy opanował głupawkę podniósł mnie. Po kilku drinkach i chyba po dwóch piwach urwał mi się film.
Liam.
No to pięknie. Każdy się dosyć wstawił. Nawet Victoria. Wooow. Porwała mnie do tańca bo Louis musiał odpocząć. Ona jest prześliczna ale to dziewczyna mojego kumpla. Jej uśmiech, jej śmiech, jej nieziemsko piękne oczy. Kiedy tańczyła ze mną czułem jakbym tańczył z aniołem. Niestety to nie trwało długo bo puścili wolną piosenkę i Vicky przejął Louis. Po godzinie zadzwoniłem po mamę Harrego. (Liam-L Anne-A)
A-Tak słucham?
L-Dobry wieczór pani z tej strony Liam Payne.
A-Ah Liam. Już mam po was przyjechać? I pamiętaj, że do mnie mówi się po imieniu.
L-No dobrze. Anne a skąd wiesz, że masz po nas przyjechać.
A-Harry zaproponował pochlej party? Tak?
L-No tak.
A-No to zaraz będę.
L-Dobrze.-Rozłączyłem się i zabrałem wszystkich przed klub w celu czekania na Anne. Po 5 minutach Anne zajechała pod klub. Van miał osiem miejsc. Harry usiadł z przodu. Za nimi Louis, Vicky, Cece a za nimi Niall Caroline i Zayn z Triną na kolanach. Dla mnie nie było miejsca. Najtrzeźwiejszy zaraz po mnie był Louis.Wziął Vicky na kolana i Usiadłem koło Cece która przesunęła się koło Vicky i Lou. Pojechaliśmy wszyscy do domu Harrego.
Louis
Pojechaliśmy pod dom Harrego. Vicky i Trina, Cece i Caroline szły do domu. Na szczęście ich mama spała. Odprowadziłem je bo widziałem jak szły. Śmiechu warte. Liam nie mógł ich odprowadzić bo był zajęty chłopakami.Otworzyłem im drzwi i weszły.
-Choć tu będziesz spał.-Vicky powiedziała do mnie i złapała za rękę.
-A twoja mama? Nie będzie miała nic przeciwko?
-Niee. Choć.-zgodziłem się bo nalegała. Byłem o wiele trzeźwiejszy od niej.
Cece i Caroline po cichu poszły do pokoju gościnnego. Trina do swojego a Ja nie wiedziałem gdzie się podziać. Tori wciągnęła mnie do swojego pokoju. Przestraszyłem się, że chce to zrobić. Znaczy nie że nie potrafię ale ona ma 16 lat. Poczekam jeszcze. Rok półtora. Rozebrała się. Była na staniku i bokserkach. Ubrała piżamę i potem zdjęła stanik. Podeszła do mnie i czule pocałowała. Odwzajemniłem pocałunek.
Położyła się do łóżka i przykryła się kołdrą.
-Choć tu.-zawołała mnie.
-Ale do ciebie do łóżka?-zapytałem bo zdziwiła mnie. Moja ukochana 16-latka.
-Nie kurwa na sufit. No jasne, że do mnie skarbie. Ściągnąłem spodnie t-shirt i czapkę. Położyłem się obok niej a ona wtuliła się we mnie. Patrzyłem jeszcze na nią. Ona jest taka bezbronna. Chyba zauroczenie przechodzi w miłość do niej. Kiedy się całujemy czuję jak stado motyli rusza się u mnie w brzuchu. Nie spostrzegłem się kiedy zasnąłem bo Tori odleciała w krainę snów bardzo szybko.
___________________________________________________________________
I jak się podoba? Marzę o tym żeby mieć kilka komentarzy pod rozdziałami.
Louis:'' Hej słonko. Nie denerwuj się. Damy radę. Przejdziemy na pewno. Sweet girls i One Direction są świetnymi zespołami. Ale wy na pewno skopiecie nam tyłki. :*"
Harry:" Hej mała. Denerwuje się jak nigdy. Mam nadzieję, że ty nie i podtrzymasz mnie na duchu. Kocham cię moja siostrzyczko. ;D''
Liam: Damy radę tak? Oczywiście, że damy radę. Długo ćwiczyliśmy i damy radę.
Niall: " Przez ten stres wyczyściłem lodówkę Harrego w nocy myślisz, że jego mama będzie zła?-Heh. Cały Niall mógłby jeść i jeść.
Zayn:" Ja tam się nie denerwuję. Trzeba być pewnym siebie. :)
Cece: "Damy radę mała. Zaśpiewamy i za tydzień śpiewamy jeszcze raz. I tak do finału. Sweet girls podbije świat!!
Caroline: Przez te nerwy zapominam chwytów do gitary do piosenki co mamy śpiewać ale na pewno damy radę. 3maj się. :*"
Odczytałam wszystkie sms'y i wstałam z łóżka. Wzięłam ciuchy i poszłam do toalety. Umyłam się. Wysuszyłam włosy. I ubrałam się. Później się przebierzemy. znaczy stylistki nas ubiorą. Poszłam do Harrego dziewczyny już tam były. Zadzwoniłam do drzwi i otworzyła mama Harrego.
-Dzieńdobry pani jest Harry?-z grzeczności zapytałam. Dokładnie wiedziałam, że jest w domu w swoim pokoju w chłopakami i dziewczynami. Chyba nawet Trina tam była.
-Cześć. Jeszcze się nie nauczyłaś. Do mnie mówi się po imieniu. Jeszcze raz.
-Cześć Anne. Jest Harry?
-Jest u siebie w pokoju.
Szłam do pokoju i po drodze napotknęłam się na brunetkę.
-Y przepraszam powinnam uważać.
-Ej to ty jesteś przyjaciółką Harrego. Wróciłam dziś rano jestem Gemma. Siostra Harrego.
-Ja jestem Victoria. Tak jestem przyjaciółką Harrego.
-Ej a ten Louis jest wolny? Jakie z niego ciacho.
-Nie ja jestem jego dziewczyną. Tak wiem, że z niego ciacho.
-Sorka nie wiedziałam. Troszcz się o niego. Bye. -brunetka zeszła ze schodów i wyszła z domu a ja wkroczyłam do pokoju Harrego.
-Co jest kurwa grane?-wskoczyłam do pokoju Harrego z udawaną złością. A oni patrzeli się na mnie z miną WTF?! Zaczęłam się śmiać.
-Co wy zrobiliście z moją grzeczną siostrzyczką. -Harry mnie tak do siebie przytulił, że nie mogłam oddychać i jeszcze głaskał mnie po całej twarzy. Każdy się śmiał nawet Louis.
-Ej bo mi dziewczynę udusisz. I gdzie znajdę takiego drugiego aniołka.-Louis podszedł do mnie i pocałował czule.
-Ej Louis. Tak sobie myślę, że to nie jest aniołek. Ale znaczy to że od aniołka ma skrzydełka a charakter ma diabełka.-Liam powiedział a Lou się na mnie spojrzał.
-Też tak myślę bo całuje jak diablica.-uśmiechnął się do mnie i skradł pojedynczego całusa. Wszyscy się zaśmiali. Do 14 byliśmy u Harrego w domu. Zabraliśmy potrzebne rzeczy i mama Harrego zawiozła nas na występ. Stylistki zrobiły nas na bóstwo chłopaków jeszcze nie widzieliśmy.
Cece miała tą sukienkę : śliczna
Caroline taką: cudowna
Ja taką: OMG?! Jak ja ładnie w niej wyglądam dziewczyny też przyznały mi rację.
Występowałyśmy po chłopakach. Oni też wyglądali. Wow. No po prostu zajebiście. Oni zakończyli swój występ i się do nas przytulili. Louis mnie czule pocałował i życzył powodzenia.
-Hej to ja jestem od życzenia Vicky powodzenia jak śpiewa. Na castingu też jej życzyłem powodzenia.
-To wszyscy możecie nam życzyć powodzenia. Cmoknęłam Lou w usta a Harrego w policzek i poszłam na scenę z dziewczynami. Zaśpiewałyśmy. Zeszłyśmy ze sceny i rzuciłyśmy się na chłopaków którzy stali za sceną.
-I widzisz wszystkim poszło świetnie. Będziemy mieszkać w tym samym domu a może i pokoju.-Louis zakręcił mną kilka razy i pocałował. Czekaliśmy jeszcze na to kto odpadnie a kto zostanie i będzie mieszkał w domu x-factora. Wreszcie wyczekany moment wszyscy wyszli na scenę.
-Do następnego etapu przechodzą. Taylor Song.- brunetka o mało co nie zemdlała na scenie a nasz dzielny i odpowiedzialny Liaś złapał ją. Jakież to romantyczne. Aww.- Matt Cardle, Rebecca Ferguson i -czyli jeszcze jedna osoba albo zespół.-Oh przepraszam myślałem, że to jeden zespół. Przechodzą One Direction i Sweet Girls. Gratuluje.-Płakałam ze szczęścia. Louis wskoczył na Harrego. Zaczął się wydzierać i skakać z radości mnie nawet wziął na barana i biegać po całej scenie.
-Jest! Udało się!-po tych słowach stanął i ucichł na chwilę.-Jedziemy po ciuchy.- złapał dwie osoby za rękę które stały obok niego. Wypadło na mnie i Liama który spokojnie rozmawiał z niejaką Taylor.
-Louis ja tu przeprowadzam rozmowę.-warknął Liam na Lou.
-Liam daj spokój dziś wieczorem z nią pogadasz. Tay też przeszła.
-Dlaczego ty do niej mówisz Tay?-zapytałam bo ja ją widzę pierwszy raz na oczy.
-Moja mama zna jej rodziców i często przychodziła z nimi do nas jak jeszcze mieszkała w Doncarster. Ej ej ej. Czy my się tu wprowadzamy do końca x-factora?
-Louis tak. Ale możemy się wprowadzić jutro kto jak woli. Taylor też się jutro wprowadza.
-Czyli mamy okazję do zrobienia pochlej party w jakimś klubie. Yeeaah!!-krzyknął Harry i ukazały się jego dołeczki.-Louis zrobił do niego minę bitch please, która mnie totalnie urzekła.
-Ta i ciekawe kto ci kupi ten alkochol hmm?-Louis powiedział do niego bo wiedział że chodzi o niego bo już traktują go jak pełnoletniego ale po chwili zrobił duże oczy i minę zbitego szczeniaka.-Czyli jak będę mieszkał w Londynie to nie będzie mnie w Doncaster czyli nie będę w domu nie będę widział moich siostrzyczek mojej mamy. Zadzwonie do niej.-Przyjechała po nas mama Harrego. Louis gadał ze swoją mamą i siostrami bite 2 godziny. Ja i dziewczyny poszłyśmy do mojego domu i miałyśmy się zamiar przebrać na pochlej party, które miało być godzinę później bo była 18. Ja oczywiście nie będę piła. Ktoś będzie musiał być trzeźwy żeby ich odprowadzić wszystkich do domu. Dziewczyny zostają u mnie na noc i rano pojadą po rzeczy i do domu x-factora.
-Ty ubierz to.-Cece robiła nam za stylistkę. Pierwsze słowa jako stylistka skierowała do mnie.
-Caroline ty to. A ja ubiorę to. Wiecie lepiej nie ubierać sukienek czy miniówek bo jak jakiś zbok się przyczepi. A chłopacy będą pijani to żaden nie pomoże.
-Ja bym nawet nie chciała. Bo te stylówy są zajebiste.-I się zaczęło grzeczna Victoria zmienia się w niegrzeczną Vicky. Dziewczyny nie zwracają na to, że przeklinam.
-No ja też. One są mega zajebiste.-Caroline już zdążyła się przebrać.
-No wiecie. Dla zajebistych dziewczyn zajebiste stylówy.
Chłopacy zadzwonili do drzwi z nami szła moja siostra ona też piła. Zaczęliśmy się śmiać bo ja i Lou mieliśmy takie same czapki. Ubrała czarną sukienkę i białe szpilki. Poszliśmy do klubu. Harry od razu zaciągnął mojego chłopaka do baru, żeby kupił mu drinka. Poszłam z nimi bo Lou nie chciał mnie puścić żeby mnie nikt nie podrywał.
-Ty też chcesz coś słońce?-Louis mnie zapytał. Za nami stała reszta chłopaków i dziewczyny.
-Nie. Dziękuje ale ktoś was tu musi pilnować.-odpowiedziałam.-wiecie jak troche będziecie pijani.-pocałowałam go w policzek.
-No dobra ale jak będziesz coś chciała to mów. Tylko jak co mam osiemnastkę skończoną. Bo ja mam urodziny 24 grudnia.
-Ok. Zaraz zaraz. 24 grudnia?
-Tak moja mama zrobiła mojemu tacie prezent na święta bo urodziłem się tydzień wcześniej.
-To moja mama zrobiła mojemu tacie taki sam prezent bo urodziłam się tydzień później.
-Czyli mamy w ten sam dzień urodziny? Świetnie!
-Jak będziemy najebani. Liam dzwoń po moją mamę to przyjedzie po nas. Ona nic nie powie.
Zaraz po kupieniu drinków i piw dla naszych przyjaciół Louis porwał mnie na parkiet tak samo zrobił Niall z Caroline, Harry z Cece i Zayn z Triną. Liam siedział przy stoliku.
-Louis pójdziesz mi kupić piwo? Jabłkowe najlepiej.
-Co tylko chcesz skarbie.-pocałował mnie i poszedł ja na chwilę poszłam do Liama.
-A ty nie pijesz?-zapytałam przyjaciela.
-Nie ja mam chorą nerkę. Nie mogę dużo pić co najwyżej piwo.-wskazał na wysoką szklankę z piwem, która należała do niego.-Ty możesz pić spokojnie, jak coś to ja was będę pilnował.
-Ogólnie to ja nie piję. Nie lubię. Ale piwa też się napije tylko ja poprosiłam Lou żeby kupił mi jabłkowe.
Tylko wiesz spojrzałam na stolik Harrego, Nialla, Cece, Caroline i wygląda na to, że będą mieli pożądnego kaca.. -Louis przyszedł z moim piwem i wypiłam pół od razu. Louis się na mnie spojrzał ze zdziwieniem
-Podobno nie lubisz pić.-Liam odezwał się do mnie i zaśmiał się.
-Od czasu do czasu lubie i jak jest jakaś okazja.-Po 2 godzinach zabawy się trochę wstawiłam. Jak inni oprócz Li. Wyszłam na dwór się przewietrzyć. Jak pije jest w tym jeden plus. Jak jestem jak to sie mówi najebana w 4 dupy to nie rzygam. Zauważyłam jednego z moich przyjaciół i chłopaka mojej siostry. Po chwili zgromadził się koło niego dym.
-Zayn? -po takiej ilości alkocholu mogłam go z kimś pomylić. Jednak upewniłam się i to był on.
-Tak Tori?-odpowiedział pytając.
-Ty palisz?!-zapytałam podnosząc głos prawie krzycząc.-Trina wie?-zapytałam już trochę ciszej.
-Nie wie i na razie niech tak będzie.
-Masz jeszcze jakieś fajki?
-No prawie całą paczkę.
-Daj je.- wyciągnęłam rękę i na mojej dłoni pojawiła się paczka czerwonych malboro. Wyciągnęłam jednego papierosa a resztę włożyłam do kieszeni moich spodni.
-Ej co ty robisz?-zapytał.
-Nie będziesz palił. Rzucasz to.
-To po co ci ten jeden papieros?-zapytał i wskazał na moją rękę.
-Daj zapalniczkę.-wykonał prośbę odpaliłam papierosa i się zaciągnęłam zaczęłam się dusić.
-Ty chyba chcesz, żeby Louis mnie zabił, że dałem ci fajkę.-znowu się zaciągnęłam i już się nie dusiłam.
-To on wie, że ty palisz?!
-Tak chłopacy wiedzą i Ty. Trina, Cece i Caroline może dowiedzą się później. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i poszliśmy się dalej bawić. Tańczyłam z Louisem i zachwiałam się i upadłam na ziemię. Louis zaczął się śmiać ale po chwili kiedy opanował głupawkę podniósł mnie. Po kilku drinkach i chyba po dwóch piwach urwał mi się film.
Liam.
No to pięknie. Każdy się dosyć wstawił. Nawet Victoria. Wooow. Porwała mnie do tańca bo Louis musiał odpocząć. Ona jest prześliczna ale to dziewczyna mojego kumpla. Jej uśmiech, jej śmiech, jej nieziemsko piękne oczy. Kiedy tańczyła ze mną czułem jakbym tańczył z aniołem. Niestety to nie trwało długo bo puścili wolną piosenkę i Vicky przejął Louis. Po godzinie zadzwoniłem po mamę Harrego. (Liam-L Anne-A)
A-Tak słucham?
L-Dobry wieczór pani z tej strony Liam Payne.
A-Ah Liam. Już mam po was przyjechać? I pamiętaj, że do mnie mówi się po imieniu.
L-No dobrze. Anne a skąd wiesz, że masz po nas przyjechać.
A-Harry zaproponował pochlej party? Tak?
L-No tak.
A-No to zaraz będę.
L-Dobrze.-Rozłączyłem się i zabrałem wszystkich przed klub w celu czekania na Anne. Po 5 minutach Anne zajechała pod klub. Van miał osiem miejsc. Harry usiadł z przodu. Za nimi Louis, Vicky, Cece a za nimi Niall Caroline i Zayn z Triną na kolanach. Dla mnie nie było miejsca. Najtrzeźwiejszy zaraz po mnie był Louis.Wziął Vicky na kolana i Usiadłem koło Cece która przesunęła się koło Vicky i Lou. Pojechaliśmy wszyscy do domu Harrego.
Louis
Pojechaliśmy pod dom Harrego. Vicky i Trina, Cece i Caroline szły do domu. Na szczęście ich mama spała. Odprowadziłem je bo widziałem jak szły. Śmiechu warte. Liam nie mógł ich odprowadzić bo był zajęty chłopakami.Otworzyłem im drzwi i weszły.
-Choć tu będziesz spał.-Vicky powiedziała do mnie i złapała za rękę.
-A twoja mama? Nie będzie miała nic przeciwko?
-Niee. Choć.-zgodziłem się bo nalegała. Byłem o wiele trzeźwiejszy od niej.
Cece i Caroline po cichu poszły do pokoju gościnnego. Trina do swojego a Ja nie wiedziałem gdzie się podziać. Tori wciągnęła mnie do swojego pokoju. Przestraszyłem się, że chce to zrobić. Znaczy nie że nie potrafię ale ona ma 16 lat. Poczekam jeszcze. Rok półtora. Rozebrała się. Była na staniku i bokserkach. Ubrała piżamę i potem zdjęła stanik. Podeszła do mnie i czule pocałowała. Odwzajemniłem pocałunek.
Położyła się do łóżka i przykryła się kołdrą.
-Choć tu.-zawołała mnie.
-Ale do ciebie do łóżka?-zapytałem bo zdziwiła mnie. Moja ukochana 16-latka.
-Nie kurwa na sufit. No jasne, że do mnie skarbie. Ściągnąłem spodnie t-shirt i czapkę. Położyłem się obok niej a ona wtuliła się we mnie. Patrzyłem jeszcze na nią. Ona jest taka bezbronna. Chyba zauroczenie przechodzi w miłość do niej. Kiedy się całujemy czuję jak stado motyli rusza się u mnie w brzuchu. Nie spostrzegłem się kiedy zasnąłem bo Tori odleciała w krainę snów bardzo szybko.
___________________________________________________________________
I jak się podoba? Marzę o tym żeby mieć kilka komentarzy pod rozdziałami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)