niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział. XI.-Wreszcie poznałam moją synową.

Obudziłem się, a raczej zostałem obudzony przez Vicky bo położyła się na mnie. Ja obróciłem się na plecy tak, że Victoria spadła na podłogę.
-Ałaaa! Co to miało znaczyć?! To bolało!-usiadła się na podłodze z udawanym fochem.
-Kara, że mnie obudziłaś. Która godzina skarbie?-zapytałem przeciągając się.
-Yyy 13.13. Uuuu ktoś o mnie myśli.-Vicky się zaśmiała ona ma taki uroczy śmiech.
-A ja wiem nawet kto.-spojrzałem na nią a ona się zbliżyła i cmoknęła mnie w usta. Wstałem i się do niej przytuliłem a ona mnie odepchnęła.
-Do łazienki ogarnąć się.-wtedy klepnęła mnie w tyłek.-Mmm Tomlinson jaki ty masz zgrabny tyłeczek.-zaśmiała się a ja poruszyłem nim.
-Hahah się wie kochanie.-poszedłem do łazienki. Za tydzień mamy pierwsze spotkanie z Paulem. Hmm. Za godzinę trzeba wyjechać do Doncaster. Muszę kupić moim siostrzyczkom prezenty bo będą zawiedzione a mamie spodoba się prezent jako Vicky synowa przyszła. Mam taką nadzieję. Zaraz zaraz. W pokoju była Vicky a gdzie Harry? Ogarnąłem się i poszedłem się ubrać. Hmm. Vicky leżała na moim łóżku. Zapytam się jej teraz albo nigdy.
-Jedziesz ze mną do Doncaster do mojej mamy?
-A o której?
-A która jest?
-13.43.
-To za 17 minut.
-A czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?
-Bo zapomniałem. Miała też Cece jechać ale niestety no.
-Noo. Harry już od kilku godzin u niej siedzi. Tak jak reszta nie miałam serca cię zostawić.
-Pomóż mi coś wybrać. Te paski czy te paski? O a może te paski?
-Te niebieskie.
-A rurki?
-Hmm. Czerwone.
-A czapka?
-Ta czarna.
-A buty?
-Te niebieskie conversy. A skarpetki gdzie?
-Kochanie. Jesteśmy już razem rok i nie wiesz, że ja skarpetki nosze tylko kiedy już na prawdę muszę?
-No tak zapomniałam.
-Zajedziemy jeszcze do galerii po prezenty dla dziewczyn.
-A dla twojej mamy?
-Już mam. Ale to dopiero w Doncaster.
-Ale ja się boje.
-Czego skarbie?
-Jechać z tobą. Ty i samochód w jednym zdaniu to zagłada.
-Oj nie bój się. Nie jestem aż takim debilem.
-Poprawka ty jesteś aż takim debilem.-pocałowałem ją w czoło wzięliśmy walizki i zawieźliśmy je do domu Vicky potem do galerii. Wiem co dziewczyny chcą dostać więc a galerii nie byliśmy długo.
Lottie-Aparat.
Fizzy-nową rakietę do tenisa.
Daisy-i-poda.
Phoebe-kamerę.
Z Vicky poszliśmy jeszcze na lody. Kupiliśmy lody i poszliśmy do samochodu.
-Lou a ile się jedzie do Doncaster?
-Z jakieś 6 godzin a co?
-Bo to jest 15. To my na miejscu będziemy w nocy?
-Noo. Ale ja zawsze im robię takie niespodzianki.
Wreszcie pojechaliśmy.

   6 godzin później.
-Kochanie obudź się jesteśmy.-obudziłem Vicky choć nie miałem serca tak słodko spała.
-Ccco? Gdzie jesteśmy?-ziewnęła sobie ja zaraz po niej bo po 6 godzinnej jeździe człowiek jest zmęczony.
-U mnie w domu. Witaj w Doncaster. Prezenty zostaną w samochodzie. Rano je wyciągnę teraz idziemy spać do mojego ukochanego łóżka. Wysiedliśmy z samochodu. Ze spodni wyciągnąłem klucze i otworzyłem drzwi. Weszliśmy do środka. Dom znałem na pamięć więc złapałem Vicky za rękę i poprowadziłem ją do przedostatnich drzwi na piętrze. Tam dałem jej swoją koszulkę sam zaś spałem w bokserkach. Zakluczyłem drzwi. Dałem buziaka na dobranoc Vicky i położyliśmy się do łóżka. Tori wtuliła się we mnie jak w wielkiego misia. Kocham tą moją wariatkę..

Rano. Victoria.
Jak on słodko śpi. Nie mam serca go budzić. Dałam mu buziaka w policzek i momentalnie się obudził.
-Hej księżniczko i jak się spało?-pocałował mnie w nos i uśmiechnął się do mnie
-Super. Tylko trochę się rozpychasz.-zaśmialiśmy się.
-Która godzina?
-6.20.
-To choć zrobimy mojej mamie i dziewczynkom śniadanie bo oni jak zwykle wstają o 7.
-A tacie Cece?
-Nie było jego samochodu pod domem. Nie wiem dlaczego.
-No okej to się umyję i ubiorę. A w ogóle ile tu będziemy?
-4 dni.
-Ale ja nie mam się w co przebrać.
-W pokoju Cece są jakieś jej rzeczy na pewno. Przecież macie ten sam rozmiar.
-No tak. Idę do łazienki.-wyszłam z pokoju ale nie wiedziałam gdzie jest łazienka więc wróciłam do pokoju.-Emm Lou?
-Łazienka jest tutaj. Ja mam swoją bo jestem jedynym chłopakiem w tej rodzinie.-pokazał na drzwi umieszczone w swoim pokoju. Weszłam tam i wykonałam podstawowe czynności. Wyszłam z łazienki i na łóżku leżały ubrania. Prawdopodobnie Cece. I kartka od Lou
Ja skorzystałem z łazienki mamy i dziewczynek. Jestem na dole robię śniadanie. Obok masz rzeczy Cece. Kocham Cię. Loouu :*
Ubrałam się i poszłam na dół. Lou miał czapkę kucharza i robił naleśniki.
-Też cię kocham.-podeszłam do niego i pocałowałam go czule kiedy chciałam się od niego oderwać on mnie z powrotem do siebie przyciągnął w celu otrzymania kolejnego buziaka.
Robiliśmy śniadanie i słyszeliśmy kroki po schodach.
-Mama. Wszędzie rozpoznam te kroki.-szepnął do mnie.-Cześ mamusiu.-Lou poszedł do swojej mamy i ją przytulił.
-Lou kochanie. Ty nigdy nie mówisz kiedy przyjeżdżasz. Kiedy przyjechałeś? A raczej przyjechaliście.-Mama Lou podeszła do mnie i wyciągnęła rękę w geście poznania się.-Jestem Johannah mama Louisa ale mów mi Jay.-Do kolejnej mamy mam mówić po imieniu? Jeszcze do mamy mojego ukochanego?
-Mamo to jest Victoria. Moja dziewczyna.-Louis podszedł do nas.
-Miło mi cię poznać Jay.
-No widzisz Louis a Hannah nie mówiła od razu do mnie Jay.-znowu Hannah czy nie mogę od niej odpocząć.-No ładnie mój jedyny ukochany synek będzie sławny oglądałam finał. Daisy płakała aż że nie mogłyśmy tam być. Jestem z ciebie dumna synku.-pocałowała Lou w czubek głowy.-Wreszcie poznałam moją synową. Bo dowiedziałam się, że jesteście razem wczoraj na finale.-przytuliła mnie i nagle usłyszałam pisk siedmioletniej dziewczynki.
-Aaaaa!! Louis!!! Braciszku mój kochany!!!-Mała dziewczyna wskoczyła w objęcia Boobeara.
-Daisy!! Wiesz jak ja tęskniłem za moją siostrzyczką.-Lou przytulił Daisy. Widać, że mała bardzo kocha Louisa. Może i bardziej niż ja.
-A co to za dziewczyna koleżanka Lottie?
-Nie mała to moja dziewczyna. Victoria.
-Cześć Daisy.-wyciągnęłam do niej rękę a ona mnie przytuliła.
-Louis!!!!!!Victoria!!!!!!-Zaczęła krzyczeć jakaś dziewczyna. Kolejna siostra Lou chyba. Ale skąd ona zna mnie? Aha x-factor.
-Lottie!-Louis zakręcił najstarszą ze swych sióstr. Po chwili przybiegły dwie pozostałe i rzuciły się na Louisa. Ja przez ten cały czas rozmawiałam z Jay. Zjedliśmy śniadanie i Lou poszedł do samochodu po prezenty dla dziewczynek. Każda z nich się ucieszyła ogromnie. Potem poszliśmy na spacer
-Kurwa..-Powiedział Louis i chciał iść w drugą stronę ale ja nie chciałam.
- Co się stało?-Wtedy do Louisa podeszła pewna blondynka.
-Hej Louis. Widzę, że znalazłeś sobie po mnie pocieszycielkę?-wtedy już wiedziałam, że to Hannah.-Dlaczego nie odbierałeś przez ostatni tydzień?
-Bo nie. Dziewczyno odwal się o de mnie. Ty ze mną zerwałaś bo poszedłem do x-factora. 3 miesiące przed przesłuchaniami. I dobrze, że nie chciałem starać się o ciebie bo mam teraz Victorię.-Louis złapał mnie za rękę i poszliśmy dalej.
-Serio nie starałeś się o taką śliczną blondynkę i wolałeś brzydką brunetkę?-Louis stanął i obrócił mnie tak, że stałam do niego tyłem. Sprzedał mi kopniaka z kolanka.
-Ałaa!-odwróciłam się do niego.
-Jeszcze raz powiedz, że jesteś brzydka a sprzedam ci kolejnego kopniaka. Ty jesteś śliczna, kocham cię nie tylko za wygląd ale i za charakter i za to, że jesteś ze mną.-Pocałował mnie czule i to bardzo.
Wróciliśmy do domu. Louis bawił się z Phoebe i Daisy. Fizzy i Lottie poszły do swojego pokoju.
Ja rozmawiałam z Jay. Wieczorem Louis ułożył Phoebe i Daisy do snu. Ja i Jay zaczęłyśmy oglądać zdjęcia Lou z dzieciństwa.
-Co robicie?-Louis usiadł koło mnie i dał mi buziaka w policzek.
-A oglądamy twoje zdjęcia jak byłeś mały. Ale z ciebie był słodziak.- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Poprawka ze mnie cały czas jest taki słodziak.-pocałował mnie w głowę
-Właśnie-powiedziała Jay.
-Mamo my już idziemy spać.-powiedział Lou i zaciągnął mnie na górę.
Zamknął drzwi na klucz i zaczął mnie całować. Wiedziałam czego pragnie więc uległam mu. Zaczęliśmy się rozbierać iiii......(reszty się sami domyślicie xD)
Po wszystkim zasnęliśmy..... Cały czas myślałam o Lou i jak bardzo go kocham.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz